środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 29

Rozdział 29
„Zmiany”


#Wendy

Wstałam wczesnym rankiem, ponieważ dzisiejszego dnia wracałam do pracy po czteromiesięcznej przerwie. Cieszyłam się, że znów zajmę się tym co kocham, czyli ratowaniem ludzkiego życia. Martwiła mnie jednak jedna rzecz, a mianowicie to czy dam radę rozstać się na dwanaście godzin dyżuru z moimi dziećmi. Wiedziałam, że zostaną na ten czas pod opieką doświadczonych niań, pracujących w szpitalnym żłóbku, ale i tak nie chciałam ich zostawiać na tak długo z bądź co bądź obcymi osobami. Gdy weszłam do pokoju bliźniaków zauważyłam, że Niall ubiera naszego synka w śpioszki, a Betsy wierci się w swojej kołysce. Podeszłam do naszej córeczki i wzięłam ją na ręce.

-O, hej kochanie – powiedział Niall, kiedy wreszcie mnie dostrzegł, bo ubieranie Noah pochłaniało całą jego uwagę.
-Cześć – odpowiedziałam kładąc córkę na przewijaku i wykonując niezbyt przyjemną czynność jaką była zmiana pieluchy.

Wyszykowaliśmy maluchy do wyjścia z domu. Na dworze był straszny mróz, więc ciepło je opatuliliśmy. Trzy razy sprawdziłam czy zapakowałam wszystkie potrzebne rzeczy dla dzieci. Kiedy miałam całkowitą pewność, że wszystko spakowałam opuściliśmy z Niall’em i dziećmi dom. Mąż umieścił dzieci w fotelikach samochodowych i pojechaliśmy do szpitala.

***

-Nie chcę ich zostawiać – powiedziałam patrząc na swoje dzieci, kiedy opiekunki ze żłóbka zabrały je na leżanki.
-Nic im nie będzie – zapewnił mnie Niall obejmując moje plecy – Przyjdziemy do nich podczas przerwy na lunch
-Okay – zgodziłam się, patrząc na swoje dzieci tęsknym wzrokiem.

Udałam się wraz z ukochanym na oddział chirurgii. Gdy poczułam specyficzny zapach od razu poczułam się jak w domu. Tego mi brakowało. Z szerokim uśmiechem na mojej twarzy weszłam do szatni, aby się przebrać. W pomieszczeniu byli Jenny z Harry’m oraz George.

-Witaj po długiej przerwie mamuśka – przywitał mnie Harry, który jak zawsze był w dobrym nastroju.
-Siemanko – powiedziałam podchodząc do swojej szafki i otwierając jej metalowe drzwiczki.

W środku był mój różowy stetoskop oraz niebieski strój chirurgiczny i biały fartuch. Zdjęłam z siebie kurtkę, po czym powiesiłam ją na wieszaku. Przebrałam się w szpitalny trykot i włożyłam na siebie fartuch, do którego przypięłam swój identyfikator.

-Doktor Carter wróciła, bitches – oznajmiłam wieszając na szyi stetoskop.
-Oh yeah, baby – zaśmiał się Niall całując mnie w policzek.

Wyszliśmy z szatni i stanęliśmy obok recepcji czekając na instrukcję przełożonego. Niall przyniósł mi kawę za co byłam mu ogromnie wdzięczna, bo potrzebowałam małego zastrzyku kofeiny z rana. Zaczęłam się rozglądać po tablicy, na której były rozpisane dzisiejsze operacje. Nigdzie nie znalazłam swojego nazwiska co spowodowało, że czułam się zawiedziona. Pewnie szef nie chce bym łapała za skalpel pierwszego dnia w pracy po tak długiej przerwie. Pomyślałam, że dyżur minie mi w spokojnej atmosferze, a potem zabiorę swoje dzieci ze żłóbka i razem z Niallem wrócimy do domu.

-Widzę, że Carter do nas wróciła – powiedział doktor Parker pojawiając się obok nas – Dobrze, że jesteś cała i zdrowa, bo potrzebujemy rezydentów, a ostatnio wszyscy się rozmnażacie i znikacie jeden po drugim
-Jestem do usług – uśmiechnęłam się, a Parker podał mi do rąk stertę kart pacjentów. Ugięłam się pod ich ciężarem, ale szybko złapałam równowagę.
-Dzisiaj robisz papiery i okazujesz pacjentom wsparcie duchowe – oznajmił mój przełożony.
-Zrozumiałam – oświadczyłam.



Moi koledzy rozeszli się, by wykonać swoje obowiązki. Tylko Niall został przy mnie, kiedy usiadłam za recepcją i zaczęłam przeglądać karty, które wręczył mnie Parker.

-Idź i wykonuj super operacje podczas, gdy ja zanudzę się wypełniając karty – powiedziałam so męża, który siedział obok mnie.
-Operuje dopiero o 9.30 z Martinem, więc mam trochę czasu – stwierdził Niall przysuwając się do mnie.

Skupiłam całą swoją uwagę na wypełnianiu kart. Nie znałam pacjentów znajdujących się na oddziale, więc musiałam odwiedzić ich w salach, w których leżeli, by zadać im kilka pytań i uzupełnić brakujące rubryki. Było to lekkie, ale nudne zajęcie. Po dwóch godzinach skończyłam, więc doktor Parker odesłał mnie na ostry dyżur, bym szyła pacjentów i w razie potrzeby zajęła się osobami przywiezionymi przez ratowników medycznych.

-Łóżko numer 3 – powiedziała pielęgniarka, kiedy pojawiłam się na izbie przyjęć.

Podeszłam do kobiety siedzącej na łóżku. Pacjentka, którą miałam zbadać uśmiechała się i zapewniała swoją córkę stojącą przy jej łóżku, że wyzdrowieje i wrócą razem do domu.

-Dzień dobry, jestem doktor Carter – powiedziałam i zapoznałam się z informacjami na karcie przy łóżku pacjentki – Zbadam Panią – poinformowałam, po czym osłuchałam kobietę stetoskopem – Miała Pani zawroty głowy, nudności i wymioty? – zapytałam, by się upewnić.
-Tak – potwierdziła pacjentka.
- Odczuwa Pani ból w klatce lub drętwieją Pani ręce? – spytałam biorąc od stażystki wyniki badania EKG i zapoznając się z nimi.
-Nie – oznajmiła kobieta.
-Ma Pani zawał serca – zdiagnozowałam, a kobieta zrobiła wystraszoną minę – Zabieramy Panią na oddział kardiochirurgii – powiedziałam pacjentce.

Przewiozłyśmy pacjentkę na oddział chirurgii, by zrobić jej więcej badań. Kiedy pojawił się doktor Caffrey (kardiochirurg), wzięłam córkę pacjentki za rękę i wyprowadziłam ją do poczekalni. Dziewczynka miała jakieś 10 lat i była przerażona. Zdecydowałam, że zostanę z małą, bo kardiochirurg nie potrzebował mojej pomocy.

-Jak masz na imię? – spytałam dziewczynkę siadając obok niej.
-Annabelle – odpowiedziała dziewczynka.
-Ja jestem Wendy – uśmiechnęłam się do małej – Twój tata już tu jedzie – powiedziałam, bo pielęgniarka zadzwoniła do ojca dziewczynki i poinformowała go o tym, że jego rodzina jest w szpitalu – Masz może ochotę na pudding? – zapytałam, a dziewczynka pokiwała głową.

Gdy szłam z Annabelle na stołówkę, by kupić pudding  w dużym pośpiechu minęli nas doktor Caffrey i pielęgniarki, którzy przewozili mamę dziewczynki na salę operacyjną.

-Co się stało? – krzyknęłam do kardiochirurga.
-Pęknięcie ściany komory – odpowiedział lekarz i popędzili na salę operacyjną.

Dziewczynka zaczęła rozpaczliwie wołać swoją mamę. Przykucnęłam obok niej i zapewniałam, że lekarze pomogą jej mamie, ale nie miałam co do tego pewności. Gdy Annabelle się uspokoiła zabrałam ją na stołówkę i kupiłam pudding, babeczkę oraz sok pomarańczowy. Chciałam ją czymś zająć, by nie martwiła się o mamę, więc znalazłam w świetlicy jakąś grę planszową, by zagrać w nią z dziewczynką. Siedziałyśmy przy jednym ze stolików i grałyśmy, a ja co jakiś czas zerkałam na zegarek, by zobaczyć ile trwa operacja.

-Co jest mojej mamie? – zapytała Annabelle spoglądając na mnie .
-W sercu twojej mamy zrobiła się dziura – wyjaśniłam dziewczynce tak, by zrozumiała, bo stwierdzenie ‘pęknięcie ściany komory’ pewnie nic, by jej nie mówiło.
-Dziura? – spytała dziewczynka.
-Tak, a krew, która powinna płynąć z jednego pokoju do drugiego wypływa tą dziurą – powiedziałam rzucając kostką do gry.
-Zaszyją dziurę? – zapytała Annabelle.
-Spróbują – odpowiedziałam przesuwając pionek do przodu – Ale serce musi być wytrzymałe jak buty, a serce twojej mamy jest jak papier
-A co będzie jeśli moja mama umrze? - dziewczynka rzuciła kostką.

W tym momencie zobaczyłam jak na stołówkę wchodzi moja stażystka, Parisa. Spojrzałam na nią, a ona pokiwała przecząco głową na znak, że pacjentka nie przeżyła. Westchnęłam głęboko i spojrzałam na dziewczynkę.

-Jeśli twoja mama umrze będziesz czuła różne rzeczy. Pomyślisz, że mogłaś zrobić więcej, ale to nie prawda, zrobiłaś wszystko. Zapamiętaj to co Ci teraz mówię, zrobiłaś wszystko. Będzie Cię bolało za każdym razem, gdy o niej pomyślisz. Z czasem ból osłabnie, a potem gdy będziesz ją wspominać zaboli tylko trochę – powiedziałam wspominając w myślach własną mamę i to jak bardzo cierpiałam, gdy zmarła.

Dokończyłam z dziewczynką grę, a potem poszłam z nią na oddział chirurgiczny, bo w poczekalni czekał na nią jej tata. Annabelle puściła moją rękę i pobiegła do taty, po czym mocno go przytuliła. Poszłam do szatni, bo czułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie wiem czemu, ale właśnie w tym momencie zatęskniłam za swoją mamą. Bardzo mi jej brakowało i chciałam się teraz do kogoś przytulić. Niall operował, więc musiałam radzić sobie sama. Wytarłam łzy chusteczką, bo nie chciałam, by ktoś zauważył, że płakałam. Udałam się na galerię sali operacyjnej, w której operował Niall. Usiadłam na jednym z krzeseł i patrzyłam na to jak mój ukochany doskonale sobie radził. Miał naturalny talent do chirurgii. W porównaniu do Nialla byłam słabym lekarzem. Może to nie dla mnie i nie nadaje się do tego zawodu. Co prawda byłam druga na naszym roku, zaraz za Niallem, ale nigdy nie będę tak dobra jak on.

***

Wieczorem zadzwoniłam do swojego taty. Nie widziałam go od pogrzebu mamy i  było mi z tego powody strasznie głupio. Oczywiście dzwoniłam do niego i wysyłałam zdjęcia bliźniaków, ale to nie to samo co odwiedzenie go. Po śmierci mamy na tatę spadło wiele obowiązków, którymi zajmowała się moja rodzicielka. Miałam wyrzuty sumienia, że nie pomagam mu w fundacji. Babcia starała się wspierać tatę we wszystkim, ale sama była już starszą osobą i nie miała na tyle siły, by codziennie zajmować się pracą. Zaczęłam się zastanawiać nad powrotem do Chicago. Pomogła bym tacie  w fundacji, a Niall dostałby pracę, w jakimś szpitalu bez żadnego problemu. Bałam się reakcji męża na ten pomysł. Dla mnie oznaczałoby to powrót do domu, ale dla Nialla wyjazd na inny kontynent i zaczęcie wszystkiego od nowa.

-Kochanie możemy porozmawiać? – spytałam siadając na łóżku obok niego.
-Jasne, że tak – oznajmił Niall patrząc na mnie z ciekawością.
-Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale zaczęłam się zastanawiać nad przeprowadzką do Chicago – powiedziałam, a mój ukochany zrobił zszokowaną minę – Wiem, że to poważna decyzja i że musisz się zastanowić, ale ja będę miała więcej czasu dla dzieci, jeżeli zajmę się z tatą fundacją, a ty na pewno dostaniesz prace w jednym z chicagowskich szpitali – wypowiedziałam każde słowo szybko, a mój głos drżał.

Niall uważnie mi się przyglądał. Bałam się, że zacznie teraz krzyczeć, ale on się tylko lekko uśmiechnął.

-Jeśli przeprowadzimy się do Chicago to to Cię uszczęśliwi? – zapytał mnie Niall.



-Sądzę, że tak – odpowiedziałam uśmiechając się.
-Pojadę z tobą nawet na koniec świata księżniczko – oznajmił Niall i mocno mnie do siebie przytulił – Kocham Cię i zawsze będę. Możemy się wyprowadzić nawet do Kambodży jeśli chcesz
-Nie, chcę tylko do Chicago – uśmiechnęłam się.
-Więc Chicago – oznajmił mój ukochany, a ja poczułam jak wielki kamień spada mi z serca – Teraz tylko musimy złożyć wypowiedzenie w szpitalu i zastanowić się co zrobić z domem – dodał Niall.
-Mam pewien pomysł co do domu – powiedziałam – Skoro Louis tu mieszka to możemy oddać mu dom. Zamieszka tu z Gemmą oraz synkiem i będą w nim tworzyć własne wspomnienia
-Jesteś niesamowita kochanie – stwierdził Niall i pocałował mnie w czoło.

Cieszyłam się z reakcji ukochanego na pomysł wyprowadzki. Nie sądziłam, że Niall się na to zgodzi, ale jak widać byłam w błędzie. Powrót do Chicago wiele dla mnie znaczył, bo było to moje rodzinne miasto, a ja zrobiłam się sentymentalna. Jedyne co mnie martwiło to to jak powiemy o przeprowadzce naszym przyjaciołom. Wyobraziłam sobie twarz smutnej i zapłakanej Jenny, która nie chce, żebyśmy wyjeżdżali. To będzie chyba najtrudniejsze dla nas wszystkich: strach przed tym, że przyjaźń moja i Jenny oraz Nialla i Harry’ego się rozpadnie. Postaram się jednak, by nigdy do tego nie doszło.

-------------------------
UWAGA !!!
Po pierwsze: bardzo Was przepraszam za moją długą nieobecność.
Po drugie: muszę przyznać, że wręcz zmusiłam się do napisania tego rozdziału i wyszedł on beznadziejnie, ale trudno.
Po trzecie: jest mi bardzo przykro z tego powodu, ale uznałam, że kończę pisać to opowiadanie. Straciłam do niego chęci i uważam, że jest nudne, więc nie będę Was nim męczyć. Pojawi się jeszcze jeden, ostatni już rozdział i epilog.
Po czwarte: jeśli lubicie czytać opowiadania z Niallem to zapraszam Was na „Sex Drive”. To moje nowe dzieło
Jeszcze raz bardzo was przepraszam.
All the love, xoxo, D.

P.S. Jeśli macie jakieś pytania to śmiało je zadawajcie, nie gryzę.

sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 28

Rozdział 28

„Szczęśliwy traf”

+18

#Wendy

Niall zaparkował samochód jak najbliżej wejścia do szpitala. Wysiadłam z auta, które tata podarował nam jako prezent ślubny i złapałam Niall’a za rękę. Ruszyliśmy razem w stronę wejścia do kliniki. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam przed budynkiem Louisa. Tomlinson chodził w tą i z powrotem przed wejściem paląc papierosa. Przyjaciel wyglądał na bardzo zdenerwowanego. W sumie to chyba nic dziwnego skoro właśnie rodziło mu się dziecko. Zastanawiało mnie jedno – dlaczego Louis nie jest w tym momencie przy Gemmie?

-Louis – powiedziałam, a chłopak spojrzał w naszą stronę – Nie powinieneś być przy Gemmie? – zapytałam.
-Powinienem – przyznał Louis rzucając na ziemie wypalonego papierosa i przydeptując go butem.
-Więc czemu tu stoisz? – spytał Niall.

Louis wzruszył ramionami po czym włożył dłonie do kieszeni kurtki.

-Bo……ja nie mogę tam być. Gemma krzyczy z bólu, a dziecko nie chce wyjść. Próbowałem ją uspokoić, ale wygoniła mnie z sali – powiedział Louis.

Puściłam dłoń Niall’a, po czym podeszłam bliżej do przyjaciela i poklepałam go po plecach. Chłopak wyraźnie stresował się wszystkim co było związane z porodem jego synka.

-Gemma Cię potrzebuje – stwierdziłam – Musimy ją teraz wspierać, więc pójdziemy na oddział położniczy, a ty do niej pójdziesz i potrzymasz ją za rękę – popchnęłam lekko Louis’a w stronę wejścia do szpitala.

We trójkę weszliśmy do budynku i windą wjechaliśmy na oddział położniczy. Louis włożył na siebie fartuch ochronny i wszedł do sali, w której była Gemma. Usiadłam na krześle przed pomieszczeniem, a mój ukochany zajął miejsce obok mnie. Oparłam głowę na jego ramieniu i splotłam swoje zimne palce z ciepłymi palcami Niall’a.

-Biedna Gemma – powiedziałam, bo chociaż sama nie urodziłam dzieci w sposób naturalny to poród na pewno nie należał do przyjemnych czynności.

Zza drzwi dochodziły do nas krzyki Gemmy, która próbowała wypchnąć z siebie dzidziusia. W międzyczasie czekania na małego Tomlinsona na oddziale pojawili się Jenny z Harry’m.

-Za chwilę Nowy Rok – powiedział Niall patrząc na swój zegarek – Mogłem zabrać ze sobą butelkę wódki – stwierdził żałując, że tego nie zrobił.
-Na szczęście ja pomyślałem o wszystkim – oznajmił Harry, a Jenny wyjęła z torebki wódkę i plastikowe kubeczki.

Przyjaciółka rozdała każdemu po jednym kubku, a Harry nalał trochę alkoholu do każdego z nich.

-Po raz pierwszy piję na porodówce – powiedział Niall.
-Jak mi będzie rodziło się dziecko to będę rozdawał cygara i opowiadał różne anegdoty – oznajmił Harry z pełną powagą na twarzy.
-Minuta – stwierdził Niall wpatrując się w tarcze na swoim zegarku.

Podniosłam się z krzesła. We czwórkę odliczaliśmy czas do Nowego Roku.

-3,2,1….Szczęśliwego Nowego Roku! – powiedzieliśmy chórem, a na naszych twarzach malowały się uśmiechy.

Stuknęliśmy się plastikowymi kubkami, a następnie napiliśmy się mocnego płyny, którego polał nam Harry. Założyłam ręce za szyją Niall’a i pocałowałam go. Miałam nadzieję, że Nowy Rok będzie lepszy niż ten, który właśnie dobiegł końca.
W tym momencie drzwi od sali, w której byli Louis i Gemma się otworzyły. Cała nasza czwórka spojrzała w ich stronę. We framugach stanął uśmiechnięty Louis.

-Chcecie poznać małego ? – zapytał Tomlinson.
-Pewnie, że tak – odpowiedziałam.

Wszyscy weszliśmy do środka, by zobaczyć malucha naszych przyjaciół. Gemma, która trzymała w ramionach swoje nowonarodzone dziecko była wyraźnie zmęczona, ale też szczęśliwa. Spojrzałam na chłopczyka, który obwinięty był w niebieski kocyk. Miał on ciemne włoski i stwierdziłam, że bardzo przypomina on Gemmę. Patrząc na synka przyjaciół nagle naszła mnie ochota na to, by przytulić własne dzieci.

-Jest przepiękny – powiedziałam, a w moim oku zakręciła się łza.
-Wendy mamy do Ciebie prośbę – oznajmiła Gemma, a Louis, który przysiadł obok niej pokiwał w moją stronę głową. Byłam bardzo ciekawa o co chodzi – Chcielibyśmy, abyś została matką chrzestną
-Będę zaszczycona – powiedziałam uradowana i jednocześnie zdziwiona tym, że darzą mnie, aż takim zaufaniem, by poprosić mnie o bycie matką chrzestną ich dziecka.
-Przybij piątkę mama – rzucił Harry i wystawił w moim kierunku rękę – Ja będę ojcem chrzestnym – oznajmił Styles, a ja przybiłam mu piątkę.

Posiedzieliśmy z naszymi przyjaciółmi jeszcze jakieś pół godziny, a potem postanowiliśmy, że zostawimy ich samych z maluszkiem, by mogli odpocząć i nacieszyć się swoim synkiem. Przed szpitalem pożegnałam się wraz z Niall’em z Jenny oraz Harry’m. Wróciliśmy do domu metrem, ponieważ wypiliśmy trochę alkoholu i woleliśmy nie wsiadać za kierownice.


#Niall

Stałem przed lusterkiem w łazience, kiedy Wendy weszła do środka. W dalszym ciągu miała na sobie sukienkę oraz szpilki. Uśmiechnąłem się na jej widok, bo wyglądała cholernie seksownie.

-Byłam u dzieci – oznajmiła moja księżniczka podchodząc do mnie i składając na moim policzku całusa – Śpią jak aniołki

Wendy zrzuciła z nóg buty, po czym położyła dłonie na moich ramionach.

-Pamiętasz co mi obiecałeś przed wyjściem z domu? – szepnęła mi do ucha Wendy, a następnie lekko przygryzła płatek mojego ucha.



-Doskonale pamiętam – przyznałem z szerokim uśmiechem na twarzy.
Odwróciłem się w stronę mojego skarba. Wendy patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami i wysoko uniesionymi brwiami.
-Jesteś pewna? – spytałem, bo chciałem mieć pewność, że Wendy tego chce.
-Nawet nie wiesz jak bardzo potrzebuję seksu – powiedziała moja żona, po czym zaczęła po kolei odpinać guziki mojej koszuli jednocześnie złączając nasze usta w namiętnym pocałunku.


#Wendy

Powoli odpięłam każdy guzik koszuli Niall’a. Całe moje ciało odczuwało ogromne pożądanie. Po raz ostatni uprawiałam seks pół roku temu, więc byłam bardzo napalona i wiedziałam, że to samo odczuwa Niall. Ukochany wsunął ręce pod moją sukienkę i położył dłoń na moich pośladkach, co jakiś czas je ściskając. Z każdą chwilą moje podniecenie rosło. Wplotłam palce we włosy chłopaka, po czym lekko go za nie pociągnęłam. Oderwałam na chwilę usta od warg ukochanego, żeby złapać oddech. Niall zaczął składać pocałunki na zagłębieniu między moją szyją, a ramieniem. Syknęłam, gdy przygryzł skórę na mojej szyi i zassał ją pozostawiając po sobie malinkę. Polizał to miejsce językiem, a potem je podmuchał, co sprawiło mi ulgę. Spojrzałam w dół na spodnie, które Niall wciąż miał na sobie. Odpięłam jego pasek i rozporek.

-Ściągaj portki kochanie – powiedziałam, a Niall posłusznie wykonał moje polecenie.

Gdy rzucił spodnie na płytki, którymi była wyłożona podłoga łazienki łobuzersko się na mnie spojrzał.

-Ta sukienka też nie jest nam do niczego potrzebna – stwierdził mąż na co się uśmiechnęłam, a on puścił mi oczko.

Ukochany odsunął suwak mojej sukienki i pociągną ją do góry, aż ze mnie zeszła, po czym rzucił ją na swoje spodnie. Położyłam dłonie na twarzy Niall’a i tym razem złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Kiedy Niall przygryzł zębami moją dolną wargę osunęłam dłonie na jego muskularne ramiona i zsunęłam z nich koszulę, która opadła na ziemię z cichym szelestem. Ukochany uklęknął delikatnie muskając dłońmi moje uda. Cmoknął mnie w brzuch, po czym zsunął z mojej pupy rajstopy. Staliśmy teraz oboje po środku łazienki w samej bieliźnie. Zupełnie niespodziewanie Niall pociągnął mnie za rękę pod prysznic i odkręcił ciepłą wodę, która zaczęła oblewać nasze rozgrzane ciała. Ukochany złączył nasze usta w długim i zachłannym pocałunku. Gładząc opuszkami palców tors chłopaka zjechałam ręką w dół. Gdy dotarłam do linii jego czarnych bokserek przez materiał chwyciłam w palce penisa Niall’a co wywołało u niego gardłowe jęknięcie. Od czasu do czasu ściskałam długość męża, aby bardziej go podniecić. Materiał bokserek z każdą minutą coraz bardziej się naprężał, a penis Niall’a robił się coraz twardszy. Czułam olbrzymią satysfakcję z tego, że chłopak wydaje z siebie pourywane jęki. Ukochany mocno zacisnął swoje dłonie na moich biodrach.

-Jestem tak napalony, że zaraz wybuchnę – rzucił chłopak całując odkrytą część mojej piersi.

Po słowach Niall’a zsunęłam ze swojej pupy majtki. Doskonale go rozumiałam, bo sama byłam nagrzana i potrzebowałam seksu. Mąż również zdjął swoje bokserki i teraz wyraźnie zobaczyłam jego erekcję, która wywołała u mnie uśmiech. Wciąż go podniecałam co było dla mnie ważne, bo bałam się, że po ciąży nie będę dla niego atrakcyjna. Niall zakręcił wodę i wyszliśmy spod prysznica. Mokre ciało chłopaka wyglądało jeszcze bardziej seksownie niż zwykle.

-Jeszcze nigdy nie bzykaliśmy się przy ścianie – zauważył ukochany.
-Więc to zróbmy – puściłam mu oczko – Byle szybko! – zażądałam.

Niall przyparł mnie do ściany. Zdjęłam z siebie biustonosz, ponieważ czułam, że jego materiał mnie ogranicza. Teraz mogłam poczuć Niall’a całym swoim ciałem. Poczułam jak mąż chwyta mnie za pośladki, by po chwili podnieść mnie do góry.

-Niall proszę Cię, pośpiesz się – powiedziałam, bo czułam, że nie wytrzymam jeśli będę musiała dalej czekać.

Chłopak sięgnął na półkę po pudełko z prezerwatywami i wyjął z niego jeden kwadracik. Zębami rozerwał opakowanie, po czym uniósł mnie lekko w górę. Musiałam chwilkę zaczekać, aż nałoży na penisa gumowe zabezpieczenie. Kiedy wreszcie to zrobił potarł kilkakrotnie prąciem o moje wejście. Jęknęłam cicho, gdy poczułam jak we mnie wchodzi.

-Brakowało mi tego – powiedziałam szczerze, przygryzając wargę Niall’a i całując go tak zachłannie, jakby jutra miało nie być.

Wplotłam swoje palce w blond włosy chłopaka. Niall delikatnie unosił moje biodra w górę i w dół. Oparłam głowę o zimną ścianę i rozkoszowałam się chwilą, podczas gdy Niall składał pocałunki na moich piersiach. Moje sutki zrobiły się twarde, bo w łazience było chłodno, a moje ciało było jeszcze mokre. Kiedy mąż przygryzł jedną z brodawek głośno jęknęłam. Niall powoli przyśpieszał tempo pchnięć bioder co bardzo mnie cieszyło.

-Śmiało – szepnęłam, by się nie krępował.

Chciałam, żeby był to nasz najostrzejszy seks. Z mojego gardła zaczęły wydawać się niekontrolowane jęki, które były oznaką przyjemności i rozkoszy, którą sprawiał mi Niall. Moje wnętrze robiło się coraz bardziej gorące. Z każdą minutą byłam coraz bliżej czego tak bardzo mi brakowało.

-Już blisko – powiedziałam do Niall’a – Przyśpiesz!

Horan wsuwał teraz i wysuwał penisa bardzo szybko. Z jego ust wydobywały się różne nieprzyzwoite słowa. Gdy doznałam orgazmu zsunęłam dłonie na plecy ukochanego i mocno go podrapałam. Czułam się wspaniale i chciałam, aby ta chwila trwała jak najdłużej.

-Niall! – jęczałam głośno.
-Krzycz kochanie – powiedział Niall zwiększając tempo swoich bioder.

Zacisnęłam powieki, ciesząc się każdą chwilą orgazmu. Wykrzykiwałam teraz imię swojego ukochanego błagając, by ten stan trwał wiecznie. Gdy Niall doszedł przeklął głośno i przyparł mnie jeszcze mocniej do ściany.

-O boże – wyjąkałam, kiedy Niall zaprzestał ruchów biodrami. Chciałam więcej tak dobrego seksu.
-O kurwa – powiedział Niall opierając ręce na ścianie po bokach mojej głowy.

Nasze klatki unosiły się pośpiesznie w rytm przyśpieszonego oddechu. Zrobiło mi się bardzo gorąco.

-Chcę więcej! – oznajmiłam.
-Teraz wezmę Cię w łóżku – powiedział Niall, po czym zaniósł mnie do sypialni i położył moje nagie i gorące ciało na naszym łóżku co spowodowało, że nasze krocza nie tworzyły już jednej całości.

Ułożyłam się wygodnie na prześcieradle. Niall wskoczył na łóżko obok mnie i oparł się na jednym łokciu. Jego druga ręka gładziła mój pośladek. Założyłam nogę na biodro chłopaka. Podczas, gdy Niall lekko poruszał swoim ciałem jego penis, na którym wciąż była prezerwatywa ocierał się o moje udo. Z jego miny mogłam odczytać, że kontakt prącia z moim ciałem daje mu satysfakcję. Wiedziałam, że seks bez zabezpieczenia sprawiłby mu większą przyjemność, ale nie chciałam zajść w kolejną ciążę, więc prezerwatywa była konieczna. Leżałam bezwładnie na łóżku, a mąż masował jedną z moich piersi.

-Teraz są idealne – powiedział Niall wpatrując się w moje piersi.

Po ciąży moje piersi były większe niż przed nią co jak widać ucieszyło ukochanego. Kiedy Niall potarł palcem mój sutek przeszły mnie ciarki na co zamruczałam. Na skórze mojego uda poczułam jak penis męża ponownie zaczyna twardnieć.

-Chcę być na górze – powiedziałam.
-Będzie jak zechcesz - zgodził się Niall.

Niall położył się na plecach, a ja usiadłam na jego udach. Opuszkami palców przejechałam po torsie chłopaka. Pochyliłam się nad nim i tak jak on uprzednio zrobiłam malinkę na jego szyi. Niall wyciągnął z szuflady szafki nocnej nowy kondom.

-Ja to zrobię – oznajmiłam, a mąż podał mi odpakowaną już prezerwatywę.

Palcami nasunęłam ją na długość chłopaka, który uśmiechał się, gdy to robiłam. Uniosłam swoje biodra do góry i wsunęłam penisa ukochanego w swoje wnętrze. Oparłam dłonie na udach Niall’a, które znajdowały się za moimi plecami i zaczęłam unosić biodra do góry. Teraz to ja kontrolowałam szybkość i głębokość penetracji. Powoli zwiększałam tempo, by dokładnie poczuć w sobie ukochanego. Niall usiadł, by złożyć pocałunek na moim brzuchy, a następnie na mojej klatce piersiowej, w kilku miejscach zostawiając po sobie malinki. Kiedy pocierał kciukami o moje sutki odczuwałam przyjemność.

-Oh Niall – pojękiwałam, kiedy przyśpieszyłam ruchy swych bioder.
-Dalej kochanie, spraw, że oboje dojdziemy – poprosiła Niall opadając plecami na łóżko.

Pochyliłam się nad nim i dalej kołysałam energicznie biodrami. Zacisnęłam dłonie na nadgarstkach chłopaka. Z każdym pchnięciem ocierałam sutkami o klatkę piersiową Niall’a.

-Dalej Wendy, nie przestawaj – krzyknął Niall.

Nasze jęki zrobiły się jeszcze głośniejsze. Gdy Niall wypuścił ciepły płyn do prezerwatywy pisnęłam. Chciałam ponownie doznać orgazmu, więc kontynuowałam swoje ruchy.

-Tak! – jęknęłam, gdy ponownie już tego wieczoru sięgnęłam szczytu – O tak!

Błogość jaką odczuwałam była nie do opisania. Położyłam się na Niall’u, a on głęboko westchnął.

-Powinniśmy się bzykać codziennie – stwierdził ukochany.
-Chciałabym – przyznałam.

Uniosłam biodra do góry, by wysunąć z siebie penisa. Długość Niall’a opadła ciężko pomiędzy jego uda. Chłopak ściągnął prezerwatywę i wyrzucił ją do kosza. Położyłam się na plecach przykrywając ciało kołdrą tylko do pasa. Miło było poleżeć w łóżku nago. Czułam się w pewien sposób wolna.

-Od teraz codziennie będziesz mnie tak kusić i spać nago? – zapytał mnie Niall.
-Być może – odpowiedziałam uśmiechając się.

Pocałowałam ukochanego, a on położył swoją dłoń na moim policzku. Byłam już troszkę zmęczona. Zrobiło mi się trochę chłodno, a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Nie nakryłam się jednak cała kołdrą, bo chciałam, by Niall nacieszył się widokiem moich piersi, które tak bardzo przyciągały jego uwagę. W końcu już dawno nie miał do nich dostępu, a była to jedna z części mojego ciała, która tak bardzo go cieszyła.

-----------------------
Rozdział pozostawiam do waszej oceny. Chcieliście scenkę, więc ją dostaliście.

Do następnego, xoxo, D.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 27

Rozdział 27

„Szczęśliwego Nowego Roku”


#Wendy

Zostałam wypisana ze szpitala dwa tygodnie po urodzeniu się dzieci. Niestety bliźniaki musiały jeszcze w nim zostać, bo cały czas przebywały w inkubatorach. Ja i Niall codziennie przesiadywaliśmy na oddziale noworodkowym. Nie chciałam zostawiać swoich maleństw samych ani na chwilę, ale nie mogłam przez cały czas przebywać na oddziale. Gdy mnie i Niall’a nie było przy dzieciach zostawali z nimi nasi przyjaciele. Byłam im wdzięczna za to, że pomagają nam w każdy możliwy sposób.

Pewnego październikowego popołudnia, kiedy ja i Niall odwiedzaliśmy nasze maluszki, doktor Robbins przyszła, by z nami porozmawiać. Lekarka poświęcała bardzo dużo swojego czasu i wysiłku na to, by pomóc bliźniakom w prawidłowym rozwijaniu się.

-Państwo Horan, dzień dobry – przywitała nas doktorka, po czym zaczęła sprawdzać szpitalne karty dzieci, by zapoznać się z nowymi wynikami badań.

Przez półtora miesiąca pobytu w szpitalu dzieci znacznie urosły. Zarówno Betsy, jak i Noah ważyli już ponad dwa kilko.

-Kiedy będziemy mogli zabrać je w końcu do domu? – zapytał Niall, który był już zmęczony ciągłym kursowaniem między domem, a szpitalem.

Chłopak się nie uskarżał, ale wiedziałam, że jest już tym wszystkim wycieńczony.

-Myślę, że może to nastąpić już dzisiaj, jeżeli maluchy pomyślnie przejdą test nosidełka – powiedziała doktor Robbins.
-Jaki test? – spytał Niall, bo nie miał zielonego pojęcia, co to takiego jest.
-Muszą wytrzymać przez godzinę w nosidełku bez bezdechu i tachykardii – wyjaśniłam mężowi.
-Poradzą sobie – oznajmił z przekonaniem Niall patrząc na dzieci.
-W dodatku będą cały czas pod opieką lekarzy, więc nie widzę przeciwwskazań na ich wyjście ze szpitala – dodała Robbins.

Niall poszedł do auta po nosidełka dla naszych maluszków. Odkąd bliźniaki się urodziły woził je w samochodzie, bo każdego dnia mieliśmy nadzieję, że będziemy mogli zabrać dzieci do domu. Tego dnia wreszcie możemy zabrać je ze sobą. Gdy Niall wrócił na oddział położyliśmy dzieci w nosidełkach. Przez całą godzinę razem z Niall’em trzymaliśmy za nasze maluchy kciuki. W międzyczasie dołączyli do nas Jenny, Harry oraz Louis, którzy mieli dyżur w szpitalu i  na chwilę do nas zajrzeli. Kiedy upłynęła godzina z radości podskoczyłam do góry, po czym przytuliłam Niall’a. Dzieci pomyślnie przeszły test nosidełka, co oznaczało, że możemy je zabrać do domu. Wreszcie będziemy normalną i szczęśliwą rodziną.



***

Weszliśmy do domu. Niall trzymał w rękach oba nosidełka. Kiedy tylko zamknęłam za nami drzwi, Shaggy przybiegł, by się z nami przywitać. Pies był już bardzo duży i silny. Pogłaskałam zwierzaka pa grzbiecie, po czym złapałam go za obrożę, bo bałam się, że pies skoczy na ukochanego i coś stanie się maluchom. Niall zaniósł dzieci do salonu i postawił nosidełka na stoliku. Betsy i Noah spali, ale w każdej chwili szczekanie psa mogło ich obudzić. Musieliśmy z Niall’em wytłumaczyć zwierzakowi, że odtąd w domu będą mieszkały małe dzieci. Obawiałam się tego, że Shaggy źle zareaguje na bliźniaki i będziemy musieli go komuś oddać. Niall złapał psa za obrożę i powoli podszedł z nim do maluchów. Daliśmy zwierzakowi powąchać dzieci.

-Shaggy, to jest Betsy i Noah. Od teraz będą z nami mieszkać

Na szczęście pies zaczął merdać ogonem. Uznałam to za dobry znak. Nie wiem czy byłabym w stanie oddać psiaka, do którego byłam tak mocno przywiązana.
Zanieśliśmy z Niall’em dzieci do ich pokoju. Tej nocy po raz pierwszy bliźniaki będą spały we własnych kołyskach. Oboje byliśmy z Niall’em zmęczeni, ale jako młodzi rodzice musieliśmy jakoś sobie radzić. Niall bardzo angażował się we wszystkie możliwe czynności związane z opieką nad dziećmi. Podzieliliśmy się obowiązkami: Niall zmieniał maluchom pieluchy, a ja wstawałam do nich w nocy. Swoją drogą Niall i tak nie słyszał ich płaczu w nocy, więc to ja zrywałam noce.


***Dwa miesiące później ***

Boże Narodzenie tego roku minęło bardzo szybko. Do naszego domu na święta przyjechała cała rodzina Niall’a, która chciała zobaczyć nasze dzieci. Cieszyłam się, że nas odwiedzili, bo Niall za nimi tęsknił i chciał pochwalić się rodzinie swoimi dziećmi. Mi samej bardzo brakowało mojej babci i taty, ale niestety nie mogli do nas przyjechać. Babcia w ostatnim czasie zachorowała i potrzebowała dużo odpoczynku. Czasami chciałam, by mama znów przy mnie była i pomogła mi przy dzieciach, bo nie dawałam sobie rady, ale niestety nie było to możliwe. Mimo, iż bardzo lubiłam rodzinę swojego męża, odczułam dużą ulgę, gdy po świętach wrócili do Irlandii. W naszym domu pozostali tylko rodzice Niall’a, którzy mieli dużo wolnego czasu i chcieli pobyć z synem i wnukami. Mogłam sobie wreszcie odpocząć i nie przejmować się tym, aby gościom było wygodnie.

Mama Niall’a, którą uważałam za złotą kobietę dawała mi rady i uwagi, co do opieki nad dziećmi. Część z nich była przydatna, ale kiedy zaczęła zwracać mi uwagę, że źle przykrywam dzieci lub nieprawidłowo karmię je butelką nie wytrzymałam i zrobiłam Niall’owi awanturę. Miałam dosyć tego, że on popija sobie z bratem i tatą alkohol, a ja muszę zajmować się wszystkim i wszystkimi. Byłam zła na samą siebie, że na niego nakrzyczałam, ale sprawiło mi to ulgę. Dodatkowo między mną, a teściową doszło do małej sprzeczki, ponieważ Maura uważała, że skoro mam dzieci to powinnam rzucić pracę i zająć się domem. Na szczęście Niall był w pobliżu i w porę zareagował na to zdarzenie, bo miałam odpowiedzieć teściowej na to stwierdzenie w mało przyjazny sposób.

Jenny zaprosiła mnie i Niall’a na imprezę sylwestrową. Rodzice ukochanego zgodzili się zaopiekować bliźniakami, więc mogliśmy się na nią wybrać. Nie chciałam zostawiać dzieci, ale Niall’owi udało się mnie przekonać.

Dzień przed imprezą u naszych przyjaciół położyłam dzieci spać. Niall leżał w łóżku i oglądał na telewizorze jakiś film. Wskoczyłam na materac obok niego, po czym go pocałowałam. Miałam na niego straszną ochotę, a skoro dzieci spały to mieliśmy trochę czasu dla siebie.

-Co robisz kochanie? – zapytał mnie Niall, kiedy wsunęłam rękę pod koszulkę, którą na sobie miał.
-Nic takiego – odpowiedziałam – Wiesz co sobie pomyślałam? – spytałam całując męża w policzek.
-Co takiego? – zapytał ukochany.
-Że moglibyśmy iść dziś do łóżka – powiedziałam uśmiechając się.
-Sam nie wiem – oznajmił Niall, ale ton jego głosu wskazywał na to, że nie popiera mojego pomysłu.
-Przecież nie uprawialiśmy seksu od miesięcy – stwierdziłam – Nie jesteś napalony?
-Jestem – oznajmił Niall.
-Więc o co chodzi? – zapytałam chłopaka, bo nie wiedziałam o co mu chodzi – Już Ci się nie podobam?

Może po ciąży nie byłam już dla Niall’a tak atrakcyjna jak przed nią.

-Podobasz mi się głuptasie i to jeszcze bardziej – powiedział Niall.
-Więc do roboty – rzuciłam, po czym chciałam zdjąć z męża koszulkę, ale mi na to nie pozwolił.
-Wendy nie – powiedział poważnym tonem Niall.
-Czemu nie? – spytałam, bo nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
-Bo nie – odpowiedział Niall.
-I to jest twój jedyny argument? „Bo nie”? – rzuciłam wkurzona.
-Nie i koniec – oznajmił Niall.
Odwróciłam się do niego plecami i ułożyłam się wygodnie w łóżku. Kiedy Niall objął ręką moją talię straciłam ją z siebie. Skoro nie chcę się ze mną kochać to niech mnie nie dotyka. Usłyszałam jak chłopak się roześmiał. Może było to dla niego śmieszne, ale mnie to wcale nie bawiło.

***

Zaczęłam szykować się na imprezę sylwestrową u Jenny. Włożyłam na siebie sukienkę i szpilki. Już dawno nie miałam na sobie wysokich obcasów, ale miałam nadzieję, że nie zabiję się w tych butach. Niall wszedł do sypialni i zagwizdał, ale nie zwracałam na niego uwagi. Byłam na niego obrażona po wczorajszym wieczorze.

-Kochanie mam włożyć garnitur czy normalne ubranie? – zapytał Niall podchodząc do szafy.
-Włóż co chcesz – odpowiedziałam mu.
-Dalej jesteś na mnie obrażona? – spytał Niall.
-Nie, skądże – powiedziałam.
-Wendy
-Niall
-Myślisz, że nie chciałem wczoraj uprawiać seksu? Jestem facetem i zawsze mam ochotę na seks, ale bałem się, że zrobię Ci krzywdę – powiedział Niall – Ostatnio niemalże się wykrwawiłaś
-To było cztery miesiące temu – oznajmiłam.
-Wiem, ale nie chcę Ci niczego zrobić – stwierdził Niall, a na jego twarzy malował się strach.
-Cóż, moja lekarka mówi, że wszystko ze mną w porządku, więc nie musisz się martwić – oznajmiłam.
-W takim razie w nocy będzie seks – powiedział Niall, po czym się uśmiechnął.
-Nie musisz wkładać garnituru – odpowiedziałam mężowi na wcześniej zadane pytanie.

Niall niedawno wyszedł spod prysznica, więc jego włosy były jeszcze wilgotnie. Nie zdążył ich jeszcze postawić do góry, więc mogłam je trochę rozczochrać.

-Kocham Cię ty mój blondasku – oznajmiłam, a Niall się lekko pochylił i mnie pocałował. Najchętniej nie szłabym na tę imprezę tylko została z nim w sypialni, ale już obiecaliśmy przyjaciołom, że do nich przyjedziemy.
-W nocy zaczniemy od wspólnego prysznica – Niall puścił mi oczko.
-Dobrze, doktorze Horan – zachichotałam.

Poprawiłam swój makijaż podczas, gdy Niall zakładał koszulę. Przed wyjściem poszliśmy jeszcze pożegnać się z naszymi maluszkami. Było mi ciężko zostawiać je same, ale wiedziałam, że są pod dobrą opieką teściów.

Przed wyjściem dałam mamie Niall’a kilka wskazówek co do dzieci, chociaż wiedziałam, że i tak zrobi wszystko po swojemu. Obie byłyśmy uparte, co przyprawiało Niall’a o zawrót głowy, bo pilnował, by między nami nie doszło do kłótni. Przy drzwiach po raz ostatni pomachałam do dzieci, które były na rękach u dziadków.

-Nic im nie będzie – powiedział Niall – Moi rodzice dadzą sobie radę
-Wiem – oznajmiłam – Tylko trochę się boje, że będą mnie potrzebowały
-Im jest obojętne, kto zmienia im pieluchy – powiedział Niall.
-Im tak, ale to ty się cieszysz, że nie musisz tego robić – stwierdziłam.

Wsiadłam do samochodu od strony pasażera. Gdy zapięłam pas usłyszałam dzwonek mojego telefonu dochodzący z torebki. Zaczęłam szukać komórki w torebce, która była jak przepastna jaskinia. Gdy już ją znalazłam zobaczyłam na wyświetlaczu zdjęcie Louis’a. Odebrałam połączenie i usłyszałam zdenerwowany głos przyjaciela.

-Wendy
-Louis, coś się stało? – zapytałam chłopaka.
-Możecie przyjechać z Niall’em do szpitala? –spytał Louis, a ja od razu pomyślałam, że stało się coś złego.
-Jasne, że tak – odpowiedziałam, po czym szepnęłam Niall’owi, że jedziemy do szpitala, by zmienił kierunek jazdy – Co się stało? – zapytałam.
-Gemma rodzi – powiedział Louis.
-Okay, zaraz będziemy – obiecałam przyjacielowi, a on się rozłączył.
Niall spojrzał na mnie oczekując wyjaśnień.
-Louis zaraz zostanie ojcem – uśmiechnęłam się – Szczęśliwego Nowego Roku – dodałam szczerząc zęby.



Pojechaliśmy do szpitala, by być przy naszych przyjaciołach w tak ważnych dla nich chwilach. Zadzwoniłam do Jenny, która także zmierzała już z Harry’m do szpitala. Może mały Tomlinson urodzi się jeszcze przed północą i razem z nami powita nowy rok. To byłby dla nas wszystkich miły prezent na koniec tego ciężkiego roku, który niewątpliwie był szczęśliwy.


------------------------------------------
Nie sprawdzałam rozdziału i pisałam go na szybko, także może być pełny błędów.
Uważam, że to opowiadanie zrobiło się nudne i powoli będę je kończyła. Nie wiem jeszcze ile rozdziałów będzie do końca, ale niezbyt dużo.
Zapraszam na nowe opowiadanie z Niall’em „SEX DRIVE”  mojego autorstwa.
https://www.wattpad.com/story/56570231-sex-drive-niall-horan
Jeszcze mam jedno pytanko: Czy chcecie jakąś gorącą scene w następnym rozdziale czy nie???

Buziaki, xoxo