czwartek, 8 października 2015

Rozdział 21

Rozdział 21

„Pragnienia i nadzieje”


#Wendy

Piekłam ciasteczka razem z Gemmą i Jenny. Siedziałyśmy w kuchni na krzesłach popijając gorącą czekoladę. Mimo, że był lipiec dzień był bardzo zimny. Niall, Harry i Louis wynosili meble z jednego z pokoi na strych, by móc go odremontować. Musieliśmy zrobić w nim pokoik dla naszych dzieci. Cały poprzedni dzień spędziłam razem z Niall’em  w sklepach wybierając właściwy kolor farby oraz meble.

-Mam ochotę na whisky – oznajmiła Jenny.
-Mówisz i masz – powiedziałam po czym wstałam z krzesła i podeszłam do szafki.

Wyjęłam z niej butelkę z alkoholem oraz szklankę i podałam je Jenny na co ona się uśmiechnęła.

-Wiesz, że jesteś najlepszą przyjaciółką jaką można mieć? – spytała Jenny.
-Tak, wiem – oznajmiłam.

Dziewczyna odkręciła butelkę i wlała sobie trunek do szklanki.

-To dziwne, że trzymasz w kuchni alkohol skoro możesz go pić – stwierdziła Jenny.
-To alkohol dla potrzebujących – uśmiechnęłam się – Potrzebujesz alkoholu, przyjdź do Wendy – powiedziałam.
-Zapamiętam – oznajmiła Jenny – Gemma chcesz trochę? – spytała szatynka.
-Nie, dziękuję – odpowiedziała Styles – Zadowolę się czekoladą
-Jak chcesz – powiedziała Jenny i napiła się whisky.

Wyjęłam z piekarnika blachę z ciasteczkami po czym wsadziłam następną. Gemma dekorowała ciastka lukrem i kolorową posypką.

-Jak moje dziecko podrośnie to ciągle będę piekła mu ciasteczka – oznajmiła Gemma.

Kiedy to powiedziała Jenny wypluła z ust whisky niczym spryskiwacz.

-Ty też jesteś w ciąży? – spytała Jenny Gemmę.
-Zgadza się – odpowiedziała Gemma.
-Gratuluję! – powiedziała Jenny i wzniosła do góry szklankę po czym się napiła.

Ja i Gemma ograniczyłyśmy się do napicia gorącej czekolady. Jenny się uśmiechała, ale wiedziałam, że gdzieś w głębi duszy ona również chce zostać mamą.



#Niall

Zaklejałem okno taśmą, by nie pobrudziło się podczas malowania. Louis składał komodę, a Harry siedział na drabinie i pił piwo. Oczywiście ja i Tommo także je popijaliśmy, ale musieliśmy zrobić to co zaplanowaliśmy na dzisiejszy dzień w związku z remontem. Gdybyśmy nie zrobili nic to Wendy zaczęłaby krzyczeć.

-Harry ruszył byś dupę i nam pomógł – powiedziałem.
-Dobrze sobie radzicie – rzucił Harry – Nie chcę Wam przeszkadzać
-Został mi jeden element od komody , który nigdzie nie pasuje – oznajmił Lou.
-Tak to jest jak składa się meble samemu – skomentował Harry.
-Wal się – rzucił Louis.
-Wrzuć go do pudełka – powiedziałem – Jak komoda się nie rozwali to znaczy, że nie był potrzebny
-Ale z Was majster klepki – stwierdził  Harry z lekką kpina w głosie.
-Chciałbym Was poinformować, że ja i Gemma spodziewamy się dziecka – powiedział Louis.
-To świetnie – powiedziałem i uściskałem przyjaciela – Moje gratulacje

Louis się uśmiechnął. Harry patrzył na Tomlinsona tak jakby chciał go zabić. Pomyślałem, że nie jest dobrze.

-Chcesz mi powiedzieć, że zapłodniłeś moją siostrę? – zapytał Harry wstając z drabiny i odstawiając piwo.

Harry wyglądał tak jakby miał zamiar uderzyć Lou. Ja też odstawiłem piwo na parapet, by powstrzymać Harry’ego w razie gdyby ten chciał zaatakować Tomlinsona. Styles podszedł do Louisa i popatrzył na niego groźnym wzrokiem po czym powiedział:

-Gratulację stary – uścisnął go i poklepał po plecach uśmiechając się – Będę wujkiem, ale fajnie. Idę na dół pogratulować Gemmie. Nic mi nie powiedziała idiotka jedna

Harry wyszedł z pokoju. Spojrzałam na Louisa, który uśmiechał się od ucha do ucha i wyglądał na szczęśliwego.

-Będziemy tatuśkami. To niesamowita sprawa – powiedziałem.

Lou usiadł na drabinie, gdzie wcześniej siedział Harry. Wziąłem piwo i napiłem się.

-Nie przeraza Cię to? – zapytał mnie Louis – Nie boisz się tego, że nie podołasz byciu ojcem?
-Cholernie się tego boję – oznajmiłem – Wiem jednak, że razem z Wendy dam sobie radę

Mówiłem prawdę. Bałem się tego, że nie poradzę sobie w roli taty, gdy dzieci przyjdą na świat. Będę odpowiedzialny za dwójkę bezbronnych maleństw, a to odwróci całe moje życie do gór nogami. Nie mogłem się jednak doczekać momentu, w którym wezmę dzieci na ręce i będę mógł je przytulić.

-Niall zacząłem szukać mieszkania i mam zamiar się wyprowadzić – powiedział Louis – Nie chodzi o to, że nie chcę z Wami mieszkać, ale zostanę ojcem i muszę myśleć o Gemmie i dziecku
-Rozumiem – oznajmiłem – Wendy pewnie będzie przykro
-Wiem. Powiesz jej, że się wyprowadzam? – spytał Louis.
-Sam jej to powiedz – stwierdziłem.
-Boisz się jej? – zapytał Lou śmiejąc się pod nosem.
-Też byś się bał, gdyby zaczęła na Ciebie wrzeszczeć z tym jej amerykańskim akcentem – powiedziałem – Jedna rada: jeśli zauważysz, że robi się wściekła to uciekaj jak najdalej – oznajmiłem.
-Zapamiętam – powiedział Louis.

We framugach od pokoju pojawiła się Wendy. Spojrzała na mnie tak jakby oczekiwała wyjaśnień po czym spytała:

-Siedzicie tu od nowa i jedyne co zrobiliście to złożenie komody i zaklejenie okna?
-Nie złość się kochanie – powiedziałem – Obiecałem Ci, że wyremontuję pokój zanim dzieci się urodzą i tak będzie
-Nieważne. Właśnie przywieźli pizzę, więc chodźcie na dół – oznajmiła Wendy.
-Już idziemy – powiedziałem.


***


Siedzieliśmy w salonie całą szóstką. W rękach miałem gitarę i podgrywałem na niej podczas rozmowy. Już dawno nie miałem okazji, by na niej pograć. Kiedyś robiłem to codziennie, ale odkąd zostałem lekarzem nie miałem na to czasu. Wendy właśnie mówiła przyjaciołom, że wybraliśmy imiona dla dzieci. Nasz wybór im się spodobał.



-Chcielibyśmy was o coś prosić – powiedziała Wendy do czwórki naszych przyjaciół.
-Co tylko chcecie – oznajmił Harry.
-Chcemy, abyście zostali rodzicami chrzestnymi naszych dzieci – powiedziała moja księżniczka uśmiechając się
-Harry i Jenny rodzicami Noah, a Gemma i Louis rodzicami BB – dodałem.
-BB? – spytała Jenny.
-Betsy-Blue – wytłumaczyłem.
-Będziemy zaszczyceni – powiedział Harry, a Jenny się z nim zgodziła.
-My również – oznajmiła Gemma.
-Dziękujemy. To naprawdę wiele dla nas znaczy – powiedziałem.

Dla mnie i dla Wendy było to bardzo ważne. Oboje zgodziliśmy się ze sobą co do wyboru rodziców chrzestnych. Postanowiliśmy też, że poprosimy Jenny i Harry’ego, żeby zajęli się naszymi dziećmi w razie, gdyby nam się coś stało. Będą pod dobrą opieką, gdybym razem z Wendy nie mógł zająć się nimi z różnych przyczyn.

Louis poszedł odwieźć Gemmę do domu. Pomyślałem, że to dobry moment, żeby poprosić pozostałą dwójkę przyjaciół o to, by zostali opiekunami zastępczymi dla naszych dzieci.

-Jenny, Harry chcemy Was prosić o jeszcze jedną ważną rzecz – powiedziałem, a przyjaciele na mnie spojrzeli – Chcielibyśmy żebyście zostali opiekunami zastępczymi dla naszych dzieci, gdyby coś nam się stało

Harry i Jenny zrobili zszokowane miny. Najwidoczniej nie spodziewali się, że poprosimy ich o coś takiego. Nie oczekiwaliśmy z Wendy, że od razu się zgodzą, bo to bardzo poważna decyzja i odpowiedzialność.

-Jeżeli coś, by się Wam stało to zajmiemy się Waszymi dziećmi – oznajmiła Jenny.
-Chyba nie sądzicie, że zostawimy je same? – dodał Harry – Zaopiekujemy się nimi
-Dziękujemy Wam – powiedziała Wendy.

Rozmawialiśmy z przyjaciółmi jeszcze przez jakieś dwie godziny. Kiedy Jenny i Harry wrócili do swoich domów posprzątałem w salonie, a Wendy poszła się położyć. Była zmęczona i bolały ją plecy, bo jej brzuszek robił się coraz większy. Musiałem poruszyć z nią temat choroby jej mamy chociaż nie chciałem jej denerwować w tym stanie. Wiedziałem, że będzie to dla niej szokiem, ale nie mogłem tego odwlekać.
Wendy stała przy umywalce w łazience i szczotkowała zęby. Wszedłem do środka po czym objąłem ją w tali. Kiedy zacząłem ją całować w policzek uśmiechnęła się i wypluła pastę.

-Daj mi umyć zęby – powiedziała Wendy.
-Okay – oznajmiłem, a następnie usiadłem na brzegu wanny.

Czekałem, aż Wendy skończy. Zajęło jej to jakieś trzy minuty.

-Jutro mamy wizytę u ginekologa – przypomniała mi Wendy wycierając buzie ręcznikiem.
-Pamiętam – oznajmiłem – Kochanie musimy poważnie porozmawiać
-O czym? – zapytała patrząc na mnie podejrzliwym wrokiem.
-O twojej mamie – powiedziałem.
-Rozmawiałam z nią – stwierdziła Wendy – Wszystko jest u niej w porządku
-Wendy twoja mama jest chora i z tego co wiem to zostało jej kilka miesięcy życia – oznajmiłem, a moja księżniczka zaczęła się śmiać.
-Żartujesz prawda? – spytała Wendy, bo nie wierzyła w to co powiedziałem.
-Nie żartuję – powiedziałem z pełną powagą.

Wendy przestała się śmiać, a na jej twarzy pojawił się grymas. Miała minę jakby zaraz miała się rozpłakać. Ta informacja była dla mnie ciosem.

-Na co? – spytała Wendy.
-Nie wiem, ale to poważne – oznajmiłem.

Po policzkach mojej księżniczki popłynęły łzy.

-Od jak dawna wiesz? – zapytała mnie Wendy.
-Przed naszym ślubem usłyszałem niechcący rozmowę twoich rodziców – powiedziałem.
-I nic mi nie powiedziałeś? – spytała Wendy.
-Myślałem, że twoja mama sama to zrobi – oznajmiłem – Ona jednak tego nie zrobiła
-Skoro jest to śmiertelna choroba to liczy się każdy dzień, a ty tak po prostu  trzymałeś tę informację dla siebie? – zapytała Wendy podnosząc ton swojego głosu.
-Nie wiedziałem co mam zrobić – powiedziałem – Chciałem Ci powiedzieć, ale sądziłem, że lepiej będzie jeśli zrobi t twoja mama. Nie chciałem niszczyć Waszej relacji, która i tak jest słaba

Wendy usiadła na brzegu wanny obok mnie. Objąłem ją, a ona oparła głowę na moim ramieniu.

-Musimy jej zrobić badania – stwierdziła Wendy – Zabierzemy ją rano do szpitala
-A co jeżeli nie będzie chciała? – zapytałem, bo nie sądziłem, że mama Wendy zgodzi się na kolejne badania.
-Coś wymyślę – powiedziała Wendy – Nie chcę stracić mamy Niall
-Wiem kochanie – przytuliłem do siebie Wendy jeszcze mocniej.

Chciałem jej okazać wsparcie. Moja księżniczka wiedziała, że zawsze może na mnie liczyć i że będę przy niej w każdej chwili.


***


#Wendy

Z samego rana pojechałam do szpitala razem z Niall’em, Louis’em oraz moją mamą. Mieliśmy w pracy dyżur, a mama po moich długich namowach w końcu zgodziła się na zrobienie badań. Poszłam do szatni, by szybko przebrać się w szpitalny trykot i biły fartuch. Kiedy już byłam gotowa do pracy zamieniłam kilka zdań z Niall’em po czym chłopak udał się na poranny obchód. Ja natomiast znalazłam George’a i poprosiłam go o pomoc. Shelley spędzał dużo czasu na oddziale neurochirurgii, więc przyda mi się jego doświadczenie w tej dziedzinie chirurgii.

-Zabiorę twoją mamę na tomografię oraz rezonans magnetyczny – oznajmił George – A ty zadzwoń do szpitala, w którym do tej pory leczyli twoją mamę
-Dziękuję za pomoc George – powiedziałam.
-Nie ma za co – odpowiedział Geo.

Shelley zabrał moją mamę na badania, a ja odszukałam numer do szpitala w Chicago. Zadzwoniłam do niego i poprosiłam o przesłanie wszystkich wyników badań i historię choroby mojej mamy. Na szczęście szpital w Chicago nie robił żadnych problemów i obiecali wysłać dokumenty.

Udałam się do mamy, by towarzyszyć jej podczas badań. Weszłam do sali, w której odbywało się jej badanie. Wzięłam specjalną kamizelkę, która chroniła przed promieniowaniem i chciałam ją założyć, ale George mi ją zabrał.

-Chcę wejść do mamy! – powiedziałam.
-Nie mam mowy – oznajmił George – Jesteś w ciąży i nie możesz tam wejść. Zaczekasz tu za szybą

Usiadłam na krześle i wpatrywałam się w monitor, na którym miały ukazać się skany mózgu mojej mamy. George miał rację. Nie powinnam narażać się na promieniowanie. Zrobienie badań zajęło dwie godziny. Gdy zobaczyłam skany osłupiałam. Czułam się tak jakby ktoś uderzył mnie w brzuch.

-To guz w kształcie motyla – powiedziałam.
-Dokładnie gwiaździak czwartego stopnia – dodał George – Są nieoperacyjne

Po ostatnich słowach Geo dotarło do mnie, że moja mama umiera i niedługo jej przy mnie zabraknie. Być może nigdy nie pozna moich dzieci. Rozpłakałam się, bo wizja życia bez mamy mnie przerażała.

-Przykro mi Wendy – powiedział George i podał mi pudełko z chusteczkami higienicznymi.

Wzięłam jedną chusteczkę i otarłam nią twarz.

-Chcesz to pokażę te skany doktorowi Pratt’owi – zaproponował George.
-Pokaż i zapytaj czy można coś z tym zrobić – powiedziałam.
-Okay. Poradzisz sobie sama? – zapytał Geo.
-Tak – oznajmiłam – Dziękuję Ci za wszystko
-Żaden problem – odpowiedział George.

Shelley wyszedł z sali, a ja zostałam sama z mamą. Zabrałam ją do jednej z sal dla pacjentów. Czekałam razem z mamą, aż George przyjdzie z doktorem Pratt’em – neurochirurgiem na konsultacje. Obie milczałyśmy. Nie byłam w stanie rozmawiać z nią teraz o najbliższej przyszłości. Czekały ją trudne chwile, które będą ciężkie dla całej naszej rodziny.

Doktor Pratt wszedł do sali razem z George’m. W rękach trzymał skany mojej mamy. Neurochirurg przedstawił się mojej mamie po czym omówił z nią możliwości leczenia. Gdy powiedział, że może ją zoperować poczułam jakby ktoś dał nam nadzieję.

-Zwykle gwiaździaki są nieoperacyjne, ale w Pani przypadku jest inaczej. Brzegi Pani guza są gładkie i wyraźne – powiedział doktor Pratt.
-Łatwiej go będzie wyciąć? – zapytała mama.
-Tak – potwierdził neurochirurg – Wytnę go wewnątrz i nie wyjdę poza brzegi
-Jakie jest ryzyko? – spytała mama.
-Śpiączka lub zgon – stwierdziłam.
-Proszę się zastanowić nad zabiegiem – powiedział doktor Pratt po czym opuścił salę razem z George’m.

Zaczęłam rozmawiać z mamą o operacji. Chciałam, żeby się jej poddała, bo była to wielka szansa na to, że wyzdrowieje. Przedstawiłam jej wszystkie argumenty za i przeciw. Mama stwierdziła, że wraca do domu w Chicago i że jeżeli zdecyduje się na operacje to podda się jej w Ameryce. Nie chciałam naciskać na nią, żeby została w Londynie, bo niczego by to nie zmieniło. To do niej należała decyzja dotycząca zabiegu.


***


#Niall

Wszedłem do pokoju, który był w trakcie remontu. Wendy stała przy jednej ze ścian i malowała ją kremową farbę. Włosy miała uczesane w dwa warkocze co sprawiało, że wyglądała jak mała dziewczynka.

-Nie musisz malować ścian – powiedziałem – Sam bym to zrobił
-Nudziłam się, więc wzięłam się za to – oznajmiła Wendy maczając wałek w farbie.
-Masz farbę na policzku – powiedziałem i starłem farbę z policzka Wendy palcem – Może odpoczniesz, a ja dokończę – zaproponowałem.
-Nie trzeba – odpowiedziała Wendy – Bardzo dobrze się bawię
-Zaraz się przebiorę i Ci pomogę – oznajmiłem.

Poszedłem do sypialni i zmieniłem ubrania. Po kilku minutach wróciłem do pokoju, gdzie była Wendy i złapałem za drugi wałek. Malowaliśmy ściany śpiewając piosenki, które akurat puszczane były w radiu i rozmawiając.

-Jak myślisz kochanie kim zostaną nasze dzieci? – zapytałem.
-Nie mam pojęcia – powiedziała Wendy – Zostaną kim będą chciały
-Może zostaną lekarzami – stwierdziłem.
-To bardzo prawdopodobne zważywszy na to, że ich rodzice i rodzice chrzestni nimi są, a w dodatku w mojej rodzinie od pokoleń są lekarze – oznajmiła Wendy.
-Więc będę miały to w genach – stwierdziłem – Ale nie będę na nie naciskał. Zostaną kim będą chciały

Wendy złapała się jedną ręką u dołu brzucha. Zrobiła to dość gwałtownie. Odłożyłem wałek, który trzymałem w ręce i do niej podszedłem. Miała wystraszoną minę.

-Coś jest nie tak – powiedziała Wendy.
-Usiądź sobie – pomogłem jej usiąść na krześle i przykucnąłem przy niej – Co się dzieje? – spytałem.
-Nie wiem. Poczułam coś dziwnego – oznajmiła Wendy – Jedźmy do szpitala Niall

Włożyłem dłoń pod koszulkę Wendy i przyłożyłem ją do brzucha. Uśmiechnąłem się, kiedy poczułem ruchy naszych maluszków.



-Wszystko jest w porządku skarbie – powiedziałem – Dzieci zaczęły się ruszać

Wendy położyła na brzuchu obie ręce po czym też się uśmiechnęła. To była niesamowita chwila dla nas obojga.

-Ale ze mnie idiotka – powiedziała Wendy – Myślałam, że dzieje się coś złego
-Nie jesteś idiotką – oznajmiłem – To twoja pierwsza ciąża, więc to normalne, że się wystraszyłaś

Wendy mnie pocałowała. Czucie jak dzieci ruszają się w brzuszku mojej ukochanej było czymś wyjątkowym. Po raz pierwszy poczułem się jak ojciec. Czekała mnie ogromna odpowiedzialność związana z byciem rodzicem czego trochę się obawiałem, ale lekki stres przed byciem ojcem był chyba naturalny.


---------------------------------------------------------------
Przepraszam za błędy.
Dziękuję za wasze opinie pozostawione w komentarzach  #OneLoveNiallFF

Buziaki :* @Mrs_Hazza94

piątek, 18 września 2015

Rozdział 20

Rozdział 20

„Życiowy haczyk”


#Niall

Obudziłem się rano w naszym własnym łóżku. Od ślubu minęły dwa tygodnie. Miałem w życiu wszystko czego mogłem zapragnąć i byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Spojrzałem na Wendy, która stała przy szafie i wciskała się w spodnie przeklinając pod nosem.

-Kurwa! – zaklęła Wendy.

Nigdy nie słyszałem, żeby przeklinała, więc była to dla mnie nowość. Zaśmiałem się, bo było to w pewien sposób urocze. Moja księżniczka usłyszała mój głośny chichot.

-A ty z czego się śmiejesz? – spytała Wendy rzucając mi wrogie spojrzenie.
-Z niczego – uniosłem przed siebie ręce w geście poddania się.

Wendy zdjęła spodnie, które miała na sobie po czym zaczęła wkładać następną parę jeansów.  Skutek był taki sam jak wcześniej.

-Nie mieszczę się w ciuchy – powiedziała Wendy – Wszystko jest za małe

W ostatnim czasie brzuszek mojej księżniczki się zaokrąglił. Wyglądała prześlicznie. Nosiła w sobie dwójkę moich maleństw co sprawiało, że miała w oczach wyjątkowy błysk.

-Musisz kupić nowe ubrania – stwierdziłem – Jeśli chcesz to pójdę z tobą na zakupy
-Nie trzeba – powiedziała Wendy – Pójdę z dziewczynami albo z mamą

Mama Wendy została w naszym domu, by spędzić z córką więcej czasu. Wciąż jednak nie powiedziała córce o swojej chorobie. Wendy nie była świadoma tego, że jej mama umiera. Nie miałem pojęcia czy mam się wtrącić w całą tą sytuację i powiedzieć Wendy co się dzieje.

-Wstawaj, bo się spóźnimy – rzuciła Wendy wkładając na siebie luźniejsze spodnie.

Wstałem z łóżka i podszedłem do Wendy. Przytuliłem ją i pocałowałem. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko po czym potarła swoim nosem o mój. Wsunąłem dłoń pod jej koszulkę i położyłem ją na brzuchu Wendy.

-Niedługo powinny zacząć kopać – oznajmiłem.

Wendy położyła swoją dłoń na mojej.

-Wiem, że mamy jeszcze cztery miesiące zanim dzieci się urodzą, ale trzeba wyremontować dla nich pokój i kupić wszystkie rzeczy, a co najważniejsze wybrać imiona – powiedziała Wendy.
-Zdążymy – uspokoiłem ją – Poproszę Harry’ego i Louisa o pomoc przy remoncie
-Już ja wiem jak to się skończy – oznajmiła moja księżniczka – Zaczniecie pić piwo, oglądać mecz i jeść, a w pokoju nie zrobicie nic
-Obiecuję, że wyremontuję pokój dla naszych dzieci – powiedziałem.
-Trzymam Cię za słowo – oznajmiła Wendy po czym pocałowała mnie w policzek.



Ubrałem się i zszedłem do kuchni, by przygotować coś na śniadanie. Przy kuchence stała mama Wendy.

-Dzień dobry Niall – przywitała mnie.
-Dzień dobry – odpowiedziałem.
-Usiądź sobie. Zrobiłam dla wszystkich śniadanie – powiedziała mama Wendy.
-Dziękuję – usiadłem przy stole, który zastawiony był różnymi smakołykami.

Wziąłem kromkę chleba i zrobiłem sobie kanapkę. Gdy skończyłem ją jeść nalałem sobie do kubka kawy. Mama Wendy usiadła na krześle obok mnie.

-Niall mam do Ciebie prośbę, ale Wendy nie może się o tym dowiedzieć – powiedziała teściowa – Potrzebuję recepty na pewien lek
-Dlaczego Wendy nie może o tym wiedzieć? – spytałem.
-Bo będzie chciała, bym poddała się operacji, a ja pogodziłam się z tym, że umieram
-A co jeśli operacja, by się udała i mogłaby spędzić pani  z córką więcej czasu niż te kilka miesięcy? – zapytałam.
-To nie jest twoja sprawa Niall
-A właśnie, że tak, bo chodzi o Wendy, a ja jestem jej mężem – powiedziałem.

W kuchni pojawiła się Wendy, więc urwaliśmy rozmowę. Postanowiłem, że powiem jej o chorobie jej mamy. Nie zamierzałem ukrywać przed nią tego czego się dowiedziałem.


***


Po długiej i wyczerpującej operacji poszedłem na oddział, by zrobić biopsje jednej z pacjentek. Zobaczyłem, że Wendy siedzi w recepcji i je chipsy.

-Może chcesz mi pomóc? – zapytałem, kiedy podszedłem do blatu recepcji.
-Nie chce mi się – odpowiedziała Wendy – Operowałam przez jedenaście godzin. Za godzinę mam kolejną operację
-Nie przemęczaj się – powiedziałem.
-Muszę spędzić jak najwięcej godzin na sali  operacyjnej zanim pójdę na zwolnienie – oznajmiła Wendy po czym położyła nogi na biurku.

Podpisałem kilka kart pacjentów i wprowadziłem zmiany do komputera.

-Kochanie – zacząłem, a moja księżniczka na mnie spojrzała - Musisz porozmawiać ze swoją mamą – powiedziałem.
-O czym? – spytała Wendy.
-Po prostu z nią porozmawiaj – oznajmiłem.
-Okay – powiedziała Wendy robiąc zdziwioną minę.
-Kocham Cię pączuszku – pocałowałem ją w głowę i odszedłem od recepcji, a Wendy rzuciła we mnie długopisem, bo nie lubiła, gdy tak do niej mówiłem na co tylko się zaśmiałem.


#Wendy

Niall odszedł, a ja usłyszałam krzyk doktora Parkera:

-Carter czy rodzice nie nauczyli Cię, że nie wolno rzucać w innych przedmiotami?
-Nie do końca – uśmiechnęłam się.
-Jakiś strażak szuka Cię na dole – oznajmił Parker.
-Liam? – spytałam.
-Nie wiem jak się nazywa – powiedział Parker.

Odłożyłam na biurko paczkę chipsów i wstałam z krzesła. Zjechałam windą na izbę przyjęć, w której zobaczyłam Payne’a. Podeszłam do niego i przywitałam się.

-Hej Liam
-Cześć Wendy – odpowiedział chłopak.
-Co Cię tu sprowadza? – spytałam.
-Chciałbym Cię prosić o przysługę – oznajmił Payne – Ostatnio wybuchł pożar w internacie dla dzieci, a ja przeoczyłem w nim jednego chłopca, który trafił do Waszego szpitala – oczy Liam’a zaszkliły się od łez – Chciałem sprawdzić co z nim
-Mogę to sprawdzić – oznajmiłam.

Udałam się razem z Payne’m na oddział poparzeń. Chłopak opowiedział mi po drodze o akcji, w której ucierpiał dany chłopiec.

-Wbiegliśmy do płonącego budynku. Mieliśmy kilka minut na przeszukanie siedmiu pięter. Widoczność była niemalże zerowa. Poruszałem się szybko, być może za szybko. Czasu było coraz mniej, a komendant kazał nam się wycofać. Byłem w pomieszczeniu, w którym był ten chłopiec, ale nie zajrzałem pod łóżko, pod które się schował

Poklepałam Liam’a po plecach, by jakoś go pocieszyć. To musiało być dla niego straszne. Wpisałam do komputera nazwisko podane przez Liam’a.

-Chłopiec jest w stanie krytycznym – powiedziałam – Chcesz go zobaczyć?
-Nie trzeba – odpowiedział Liam.
-To nie twoja wina. Nie możesz się obwiniać – stwierdziłam.
-Dziękuję, że to dla mnie sprawdziłaś – powiedział Liam ocierając załzawione oczy.
-Nie ma o czym mówić
Odprowadziłam Liam’a do wyjścia. Payn musiał wracać do remizy strażackiej na swoją zmianę.
-Jeśli chcesz to mogę Cię informować o jego stanie – zaproponowałam.
-Będę wdzięczny – powiedział Liam.

Payn opuścił szpital, a ja wróciłam na oddział oparzeń, by zobaczyć chłopca, o którego pytał mnie strażak. Przez szybę od jego sali zobaczyłam, że całe ciało miał obwinięte bandażami. Chłopiec miał dopiero osiem lat, a już przyszło mu cierpieć i przeżywać taki koszmar. Pomyślałam, że lepiej iż Liam go nie zobaczył, bo obwiniałby się wtedy jeszcze bardziej.


***


Wybrałam się na zakupy do galerii handlowej, by wymienić swoją garderobę na ubrania ciążowe. Na zakupach towarzyszyła mi Gemma. Niestety Jenny nie mogła do nas dołączyć, ponieważ wzięła dodatkowy dyżur w szpitalu.

Weszłyśmy do sklepu z ubraniami dla ciężarnych i przechadzałyśmy się pomiędzy wieszakami.

-Podobno ciuchy dla ciężarnych są bardzo wygodne – powiedziała Gemma.
-Może ciuchy są wygodne, ale noszenie dwójki dzieci w brzuchu nie – oznajmiłam.
-Chyba nie jest aż tak źle? – spytała Gemma.
-Na razie jest okay, bo brzuszek nie jest wielgaśny – uśmiechnęłam się.

Wybrałam wiele rzeczy, które bardzo mi się spodobały. Poszłam do przymierzalni, żeby je poprzymierzać. Włożyłam spodnie z wysokim stanem, które z przodu miały gumową część dopasowującą się do brzuszka.

-Są fajne i wygodne – powiedziałam prezentując się w nich Gemmie – A jak dzieci się urodzą to będę mogła kraść w nich arbuzy – zażartowałam.

Gemma się roześmiała. W ostatnim czasie bardzo się do siebie zbliżyłyśmy i stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami.  Lubiłam spędzać z nią czas.

-Będę pożyczała od Ciebie ubrania ciążowe, bo są strasznie drogie – oznajmiła Gemma.

W mojej głowie zaświeciła się lampka. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki, a ona położyła dłoń na buzi. Właśnie powiedziała mi coś czego nie zamierzała.

-Jesteś w ciąży! – krzyknęłam.
-Tak, jestem – przyznała Gemma – Tylko nie mów nic nikomu, proszę Cię Wendy
-Nie powiem – obiecałam.
-Nawet Niall’owi, proszę – dodała dziewczyna.
-Nic mu nie powiem – oznajmiłam – Który to miesiąc? – spytałam.
-Trzeci – odpowiedziała Gemma.
-Czemu nic mi wcześniej nie powiedziałaś? – zapytałam.
-Bo nie planowałam dziecka i Louis też nie – powiedziała Gemma.
-Będzie dobrze – oznajmiłam – Poradzicie sobie we dwoje
-Cieszę się, że będę mamą, ale czuję się trochę jak głupa nastolatka, która wpadła – powiedziała Gemma.
-Nie jesteś głupią nastolatką. Jesteś mądrą kobietą, która zostanie mamą – oznajmiłam – Powiem Ci to co powiedziała mi moja babcia: w dzisiejszych czasach ludzie chcą wszystko kontrolować, ale nieplanowane dziecko kocha się tak samo
-Masz mądrą babcie – powiedziała przyjaciółka.
-Często daje mi dobre rady – stwierdziłam.
-Dziękuję Wendy
-Nie ma za co – powiedziałam i przytuliłam Gemmę – Wszystko się jakoś ułoży

Dziewczyna się uśmiechnęła. Pomyślałam, że Gemma potrzebuje zapewnienia, że wszystko się jakoś ułoży i będzie dobrze. Sama byłam wystraszona, gdy dowiedziałam się o ciąży, a na początku musiałam zachować tę informację dla siebie, bo Niall był wtedy w Nowym Jorku, a ja chciałam, by dowiedział się jako pierwszy.

-Macie już jakieś plany? – zapytałam Gemmę.
-Jeszcze nie – oznajmiła przyjaciółka – To wszystko dzieje się tak szybko, a ja nie chcę podejmować decyzji pod wpływem hormonów
-Doskonale Cię rozumiem – odpowiedziałam – Ale nie sądzisz, że dla dobra dziecka powinniście zamieszkać razem? – spytałam.
-Coraz częściej o tym myślę, ale nie wiem czy Louis tego chce – powiedziała Gemma.
-Louis to facet, a faceci są prości w obsłudze. Musisz go tylko popchnąć we właściwą stronę. Jeśli uznasz z Lou, że chcecie razem zamieszkać to śmiało możesz wprowadzić się do nas – zaproponowałam – Niall ma wyremontować pokój dla dzieci, więc od razu mogą wyremontować dwa – stwierdziłam – Byłoby super, gdybyś z nami zamieszkała

Wizja tego, że być może Gemma zamieszka  ze mną, z Niall’em i rzecz jasna z Louis’em bardzo mnie cieszyła. Mogłybyśmy pomagać sobie nawzajem w opiece nad dziećmi. Oczywiście decyzja należała do Gemmy i Louisa, a ja nie zamierzałam na nich naciskać.


***


Mama siedziała na kanapie w salonie i oglądała jakiś film. Niall pojechał z Lou na siłownię, więc korzystając z okazji, że byłam w domu tylko z mamą zamierzałam z nią porozmawiać. To Niall zasugerował mi, żebym przeprowadziła z nią rozmowę. Pomyślałam, że coś musi być nie tak skoro ukochany każe mi rozmawiać z mamą.

-Usiadłam na kanapie i postawiłam na stoliku miskę z ciasteczkami.
-Mamo, masz chwilkę? – spytałam – Chciałabym z tobą porozmawiać
Mama usiadła wygodniej na kanapie i popatrzyła na mnie. Zrobiła trochę wystraszona minę, tak jakby się bała tego o czym chcę porozmawiać.
-O co chodzi córciu? – zapytała mama.
-Chciałam tylko zapytać czy wszystko u Ciebie w porządku – powiedziałam.
-Wszystko jest dobrze Wendy – oznajmiła mama.
-Na pewno? – spytałam, by się upewnić – Możesz mi powiedzieć o wszystkim mamo
-Nie musisz się o mnie martwić. Wszystko ze mną w porządku córuś – mama poklepała mnie po nodze i uśmiechnęła się.
-W takim razie to dobrze, bo bałam się, że coś jest nie tak – oznajmiłam i odetchnęłam z ulgą.

Wzięłam cienki koc i nakryłam się nim po czym sięgnęłam po miskę z ciastkami. Postanowiłam pooglądać film razem z mamą oraz ponapychać się słodyczami. Nigdy nie spędzałam z nią tyle czasu co w ostatnich kilku tygodniach.


***


Leżałam  w łóżku kartkując stronice książki z imionami dla dzieci. Miałam kilka pomysłów jak nazwać maleństwa, ale musiałam obgadać je z Niall’em. Czekałam, aż ukochany wyjdzie z łazienki, byśmy razem mogli coś zdecydować.

Niall wyszedł z toalety po trzydziestu minutach. Uśmiechnęłam się na jego widok, bo był w samych bokserkach. Położył się obok mnie i zerknął na książkę, którą trzymałam w ręce.

-Wybieramy imiona? – spytał mnie ukochany po czym podwinął koszulkę na moim brzuchu.

Cmoknął mnie w niego, a następnie zaczął jeździć po nim palcami robiąc różne wzorki.

-Tak – odpowiedziałam – Nie chcę zostawiać tego na ostatnią chwilę
-Okay – powiedział Niall – Wybrałaś coś fajnego? – zapytał.
-Zastanawiam się nad imieniem Matt – oznajmiłam – Podoba Ci się?
-Ładne, ale chyba wolałbym coś innego – powiedział Niall.
-To może Nathan – zaproponowałam, a Niall się skrzywił – Teraz ty coś wymyśl
-Co sądzisz o imieniu Noah? – spytał mnie Niall.
-Podoba mi się – uśmiechnęłam się – Może Noah James?
-Noah James Horan – powiedział Niall po czym mnie pocałował.



Wplotłam palce w jego mokre włosy i rozczochrałam je. Właśnie wybraliśmy imiona dla naszego synka.

-A co z imionami dla naszej córeczki? – zapytał Niall.
-Mam pewien pomysł, ale nie wiem czy ci się spodoba – powiedziałam.
-Jaki? – spytał ukochany.
-Betsy-Blue – oznajmiłam i patrzyłam na to jaka będzie reakcja Niall’a.

Chłopak zastanawiał się przez chwilę po czym się uśmiechnął.

-Zgoda. Niech będzie Betsy-Blue – powiedział Niall.
-Dziękuję – cmoknęłam blondyna w usta.

Cieszyłam się, że wybraliśmy imiona dla dzieci i odbyło się to bez problemów oraz kłótni. Przedstawiłam również Niall’owi swoje pomysły co do urządzenia pokoju dziecięcego. Chłopak potakiwał, bo wiedział, że i tak będzie tak jak ja tego chcę. Uwielbiałam w nim to, że nie sprzeciwiał się moim pomysłom, które nieraz były nieco dziwaczne.

-Wiesz, że bardzo Cię kocham? – spytał Niall.
-Wiem – oznajmiłam.
-To teraz idę postawić klocka – powiedział Niall.
-Jesteś straszny – rzuciłam i zepchnęłam go z łóżka, a on gruchnął na podłogę.
-Czemu to zrobiłaś? – zapytał Niall głośno się śmiejąc.
-Pewne rzeczy powinieneś zachować dla siebie – stwierdziłam.
-Jesteśmy małżeństwem, więc nie musimy mieć przed sobą żadnych tajemnic – powiedział Niall.
-Akurat ta informacja nie wzbudziła we mnie zainteresowania – oznajmiłam.

Niall poszedł do toalety, a ja ułożyłam się wygodnie w łóżku. Usnęłam zastanawiając się do kogo będą podobne nasze dzieci.


---------------------------------------------------------
Przepraszam za błędy.
Imiona dla dzieci wybrane. Mam nadzieję, że Wam się podobają.  
Bardzo Was proszę misie o komentarze. Podzielcie się ze mną swoją opinią
#OneLoveNiallFF

Buziaki i do następnego :* @Mrs_Hazza94