czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział 17

Rozdział 17

„Złoty czas”


#Wendy

Upalny majowy dzień powoli dobiegał końca. Niall i Louis przygotowywali kolacje razem z moją babcią. Ja postanowiłam się trochę poobijać. Zresztą i tak nie pozwoliliby mi pomóc, bo wciąż powtarzali, że muszę się oszczędzać i dużo wypoczywać.

Wyszłam do ogrodu, gdzie był mój tata. Siedział na jednej z dwóch huśtawek, których nikt nie używał. Shaggy biegał po trawie. Pogłaskałam go po czym usiadłam na drugiej huśtawce. Zaczęłam się na niej lekko bujać.

-Tato chcę porozmawiać o Luke’u – oznajmiłam.
-O kim? – zapytał zaskoczony tata.
-O moim bracie, a twoim synu – powiedziałam.
-A więc wiesz? – spytał tata.
-Wiem i bardzo się cieszę, że mam brata – uśmiechnęłam się – Poznałam go jesienią
-Polubiliście się? – zapytał ojciec.
-Bardzo – oznajmiłam – Kiedy go poznałam był chory. Miał niewydolność wątroby, a ja okazałam się być idealnym dawcom. Teraz ma się już dobrze
-Szkoda, że nie wiedziałem – powiedział tata – Powinienem być wtedy przy was
-Poradziliśmy sobie, chociaż Niall był na mnie wściekły – oznajmiłam.
-Bał się o Ciebie – stwierdził tata.
-Niall jest naprawdę kochany. Wracając do tematu. Luke chciałby się z tobą spotkać. Jeżeli się zgodzisz to zorganizuję spotkanie – powiedziałam.
-Chcę go poznać od 27 lat – oznajmił tata.
-Zadzwonię do niego i umówię nas z nim – oświadczyłam.
-Może jutro – zaproponował tata.
-Jutro idę na poszukiwania sukni ślubnej – powiedziałam.
-Pomyślałem, że wybiorę się gdzieś z Niall’em, by lepiej poznać zięcia – oznajmił tata.
-Dobry pomysł – poparłam go.
-Niall lubi golfa? – zapytał ojciec.
-Uwielbia – uśmiechnęłam się.
-Mam nadzieję, że piwa nie odmawia – powiedział tata.
-Nigdy – uśmiechnęłam się.
-Więc myślę, że się z nim dogadam – stwierdził tata.
-Kolacja! – usłyszeliśmy z kuchni głos babci.
-Zaraz wpakują we mnie cały talerz jedzenia – powiedziałam.
-A ja razem z nimi – uśmiechnął się tata.

Wstaliśmy z huśtawek i poszliśmy na kolację. Miałam nadzieję, że kiedy dojdzie do spotkania Luke’a i taty wszystko sobie wyjaśnią i będziemy wreszcie rodziną.


***


Gdy wyszłam z łazienki Niall leżał w łóżku i czytał książkę przy świetle lampki nocnej. Usiadłam obok niego i spojrzałam na tytuł książki.

-„Wielka Księga Imion”? – spytałam patrząc na niego.
-Czas zacząć szukać imion dla dzieci – powiedział Niall.
-Mamy jeszcze sześć miesięcy – powiedziałam – Nie znamy nawet dokładnie ich płci

Niall przeglądał książkę z dużym zainteresowaniem. Jeśli spodobało mu się jakieś imię to zaznaczał je karteczką. Cieszyłam się, że tak bardzo angażuje się w to wszystko.

-Co myślisz o imieniu Agamemnon? – zapytał Niall.
-Chcesz, żeby koledzy ze szkoły go zatłukli? – spytałam.
-A może Phibo? – zaproponował Niall.
-Czemu nienawidzisz naszego dziecka? – zapytałam.

Niall zaczął się śmiać. Bawiło go wyszukiwanie dziwnych imion i patrzenie jak się denerwuję.

-Nazwiemy dziecko Niall Junior – powiedział ukochany.
-To lepsze niż Agamemnon i Phibo – stwierdziłam.
-Twoja babcia dała mi tę książkę
-Jutro idę z Jenny, Gemmą i babcią po suknię ślubną – oznajmiłam – Chcesz iść razem z nami? – spytałam.
-Nie  - odpowiedział Niall.
-Dlaczego nie? – zapytałam.
-Bo nie chcę zapeszyć – powiedział chłopak.
-Wierzysz w takie zabobony? – spytałam.
-Lepiej nie igrać z losem. Zobaczę Cię w sukni dopiero przy ołtarzu – oznajmił Niall.
-W porządku – uśmiechnęłam się.



-Twój tata zaprosił mnie na golfa. Zgodziłem się – powiedział Niall.
-To fajnie. Idę spać, bo jutro czeka mnie przymierzanie sukni – oznajmiłam.

Położyłam się i naciągnęłam na siebie kołdrę. Niall wrócił do przeglądania książki z imionami dla dzieci.


***


Po śniadaniu przyjechała do mnie Jenny. Miała świetny humor, bo czekała nas wycieczka po salonie sukien ślubnych. Byłam podekscytowana tym, że będę przymierzała te wszystkie piękne suknie. Może uda mi się znaleźć tę wymarzoną kreację. Pojechałyśmy do salonu zgarniając po drodze Gemmę, która miała być moją drugą druhną. Kiedy weszłyśmy do największego w Londynie salonu sukien ślubnych przywitała nas jedna z pracujących tam konsultantek. Zaprowadziła nas na kanapę byśmy mogły przez chwilę porozmawiać. Wokół nas znajdowało się kilka przyszłych panien młodych, które przeglądały się w lusterkach i prezentowały swoim rodzinom suknie. Konsultantka zadała mi kilka pytań dotyczących tego kiedy i gdzie biorę ślub oraz o jakiej sukni marzę. Gdy zebrała już wszystkie potrzebne jej informacje poszła na magazyn, by wybrać dla mnie kilka sukienek. Rozejrzałam się po salonie przyglądając się suknią na manekinach. Niektóre były naprawdę piękne.

Po piętnastu minutach wróciła konsultantka i poszłam z nią do przymierzalni. Wybrała dla mnie pięć przepięknych sukni.

-Przymierzymy je i pokażemy twojej rodzinie – powiedziała konsultantka.
-Dobrze – uśmiechnęłam się.

Włożyłam pierwszą suknię, która zaparła mi wdech w piersiach. Była przepiękna. Od razu pomyślałam, że to ta właściwa. Miała śliczną tiulową spódnicę i górę z dekoltem w serduszko. Wyszłam z przymierzalni, by zaprezentować się w niej babci, Jenny i Gemmie. Kiedy zobaczyły mnie w sukni na ich twarzach pojawiły się uśmiechy.

-Jest boska – powiedziała Jenny – Już widzę jak idziesz w niej do ołtarza
-Naprawdę piękna – dodała Gemma.
-Podoba Ci się babciu? – spytałam.
-Wyglądasz w niej perfekcyjnie – uśmiechnęła się babcia – Jak prawdziwa księżniczka
-Chcesz przymierzyć jeszcze jakąś suknię? – zapytała konsultantka.
-Tak, ale ta jest zdecydowanie moją faworytką – odpowiedziałam.

Wróciłam do przymierzalni, by włożyć kolejną suknię. Ta również była piękna, ale nie dorównywała pierwszej. Nie wywołała też takiej reakcji jak jej poprzedniczka.
Po przymierzeniu jeszcze dwóch sukni ponownie włożyłam pierwszą. Gdy konsultanta przypięła mi welon w moich oczach pojawiły się łzy. Właśnie tak chciałam wyglądać na ślubie.

-Czy to twoja suknia ślubna? – zapytała konsultantka.
-Tak. To zdecydowanie moja suknia – powiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Niall padnie jak Cię zobaczy – stwierdziła Gemma.
-I o to chodzi – oznajmiła Jenny śmiejąc się.



Konsultantka zdjęła miarę, by krawcowa mogła dokonać poprawek. Kiedy opuściłyśmy salon było już popołudnie. Wybrałyśmy się do restauracji na obiad, bo zgłodniałyśmy.

-Wendy pojutrze idziemy po sukienki dla druhen, a ty nie wybrałaś trzeciej dziewczyny – powiedziała Jenny, gdy skończyłyśmy jeść.
-Nie wiem kogo wybrać – oznajmiłam – Zastanawiam się nad swoją kuzynką lub Parisą
-Parisą? – zapytała Gemma - Jest naprawdę fajna, ale chodzi z George’m, a to twój były. Niall chyba nie chciałby, żeby pojawił się na waszym ślubie
-Pogadam z nim o tym – oznajmiłam.
-Nie zaprasza się byłych na swój ślub – powiedziała Jenny.
-George jest moim przyjacielem – stwierdziłam.
-A kiedy ostatni raz rozmawiałaś z nim poza szpitalem? - spytała Jenny, a ja zaczęłam się nad tym zastanawiać – No widzisz, nie przyjaźnicie się – dokończyła przyjaciółka.
-Wybierz kuzynkę – powiedziała Gemma.
-Nie przepadam za nią – oznajmiłam – Kiedyś chciała odbić mi Dylana
-To suka – rzuciła Gemma.

Blondynka zatkała sobie dłonią usta, bo przy stoliku siedziała moja babcia. Widocznie poczuła się niezręcznie.

-Przepraszam panią – powiedziała Gemma do babci.
-Nic się nie stało kochaniutka – oznajmiła babcia – A ta kuzynka rzeczywiście jest zdzirą

Wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. Moja babcia była naprawdę równą babką.


***


Po powrocie do domu zadzwoniłam do Luke’a, by się z nim umówić. Bardzo zależało mi na tym, żeby spotkał się z ojcem i żeby wszystko sobie wyjaśnili.
Do pokoju ktoś zapukał. Kazałam mu wejść. Okazało się, że to mój tata.

-Hej tato
-Słyszałem, że znalazłaś wymarzoną suknię – powiedział tata.
-Zgadza się. Jest przepiękna – oznajmiłam.
-Rozmawiałem z Niall’em i powiedział mi, że twój samochód zabrali do kasacji po wypadku
-Tak – potwierdziłam – Ale brak auta to nie tragedia. Jest metro, są autobusy
-Chcesz wozić dzieci autobusem? – spytał tata.
-Niall ma samochód – oznajmiłam.
-Przed domem stoi nowe auto, które kupiłem dziś dla Ciebie – powiedział tata.
-Nie powinieneś kupować mi samochodu tato – zaprotestowałam.

Jego gest był naprawdę miły i auto na pewno mi się przyda, ale prezent był za drogi.

-To prezent ślubny. Przyda Wam się drugie auto – powiedział tata.

Uśmiechnęłam się. Mimo, że uważałam, iż prezent jest stanowczo zbyt kosztowny zamierzałam go przyjąć. W końcu nie przyjęcie auta graniczyłoby z głupotą.

-Za bardzo mnie rozpieszczasz tato. Zgodziłeś się już zapłacić za nasze wesele. To wystarczający wydatek – oznajmiłam.
-Jesteś moją jedyną córką i chcę Ci dać wszystko co tylko mogę – powiedział tata.
-Kocham Cię tato
-Ja Ciebie też córeczko. Wybrałaś właściwego chłopaka
-Wiem – przyznałam i uśmiechnęłam się.
-Będziecie mieć śliczne dzieci – oznajmił tata – Tylko te włosy na piankę…
-Tato przestań – zaśmiałam się.
-Naprawdę lubię Niall’a. Wiem, że da Ci szczęście i że się tobą zaopiekuje. Poza tym nieźle gra w golfa – powiedział tata.

Przytuliłam go. Było to dla mnie bardzo ważne. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby pałali do siebie wrogością.

-Chodźmy przed dom obejrzeć twoje nowe auto – zaproponował tata.

Zeszliśmy po schodach na dół. Złapałam za rękę Niall’a, który stał w salonie. Dałam mu buziaka i pociągnęłam przed dom. Gdy ujrzałam auto stojące przed budynkiem kompletnie mnie zatkało. Nie był to zwykły samochód. Było to piękne czerwone Porsche. Tata wyciągnął z kieszeni kluczyki od auta i dał mi je.

-Wszystkiego najlepszego dzieciaki – powiedział tata.
-Dziękujemy – powiedziałam i pocałowałam tatę w policzek.
-Wypróbujcie je

Wsiadłam za kierownicę. Zrobiliśmy z Niall’em kilka kółek wokół naszej dzielnicy. Samochód chodził jak marzenie.

-Takie auto nieźle działa na panienki – powiedział Niall.
-Co ty nie powiesz? – spytałam ironicznie.
-Ale ja mam już panienkę – oznajmił Niall – Jest piękna, seksowna, straszna z niej zazdrośnica, niedługo zostanie moją żoną i ma w sobie dwójkę moich maluszków

Zatrzymałam auto przed domem i odpięłam pas. Podniosłam się z siedzenia po czym usiadłam na udach Niall’a przodem do niego.

-Co robisz kochanie? – spytał Niall.
-Musimy ochrzcić to auto – powiedziałam.

Pocałowałam go zachłannie jednocześnie odpinając jego pas. Złapałam za dół jego koszulki i pociągnęłam ją w górę. Kiedy się wyprostowałam walnęłam głową o dach samochodu.

-Auć – syknęłam – Sportowe auta są do bani. Jak bzykać się w tak ciasnym samochodzie? – spytałam retorycznie.
-Są lepsze miejsca do bzykania się – stwierdził Niall.

Ktoś zapukał w szybę. Spojrzałam w bok i zobaczyłam Harty’ego. Na mojej twarzy wymalowały się rumieńce. Niall odsunął szybę, a Harry zaczął się śmiać.

-Widzę, że dobrze bawicie się w nowej bryce – powiedział Harry – A może powinienem ją nazwać bzyko-maszyną lub napalonym parowozikiem? – zaśmiał się Styles.
-Czemu zawdzięczamy twoją wizytę, Harry? – spytał Niall.
-Louis zaprosił mnie na mecz – oznajmił Harry – Jak skończycie brykać to do nas dołączcie
-Zaraz przyjdziemy – rzuciłam.

Harry odszedł od auta i poszedł do domu. Wygrzebałam się z samochodu i zaczekałam, aż Niall również z niego wysiądzie. Założył na siebie koszulkę po czym wróciliśmy do domu.


***


Podczas przerwy na lunch zeszłam do szpitalnej stołówki, by coś zjeść. Kupiłam w bufecie kawę oraz trzy babeczki czekoladowe. Dosiadłam się do stolika, przy którym siedzieli Niall, Harry i Gemma. Wszyscy spojrzeli na mnie z niedowierzaniem. Złapałam za jedną z babeczek i zaczęłam ją jeść ignorując swoich towarzyszy. Gdy podniosła do góry kawę, aby się jej napić Niall powiedział:

-Kochanie chyba nie zamierzasz tego wypić
-Wręcz przeciwnie – oznajmiłam – Wypiję tą kawę
-Grupa „Niemowlaki”, której jestem przewodniczącym jest przeciwna piciu kawy w ciąży – powiedział Harry.
-Ale ja mam na nią straszną ochotę – stwierdziłam.
-Wendy nie pij tego – odezwał się Niall –Proszę Cię
-Nie wypiję kawy pod warunkiem, że kupisz mi kakao – powiedziałam.
-Już idę – Niall wstał od stolika i poszedł do bufetu zabierając ze sobą moją kawę, żeby mnie nie kusiła.

Zjadłam drugą babeczkę. Niall przyniósł mi kakao i banana. Ciągle wpychał we mnie jakieś owoce.

Po lunchu miałam wizytę u ginekologa. Okazało się, że moja lekarka jest chora, więc przyjmie mnie doktor Robbins – chirurg prenatalny. Wiele o niej słyszałam, ponieważ Jenny robiła u niej specjalizacje. Była najlepsze w swojej dziedzinie. Nikt w Wielkiej Brytanii jej nie dorównywał. Zdziwiło mnie, że znalazła czas, by zrobić mi zwykłe USG. Razem z Niall’em czekałam w gabinecie na przyjście lekarki. Chłopak przyglądał się plakatowi na ścianie.

-To zadziwiające – powiedział Niall.
-Co takiego jest tak zadziwiające? – spytałam.
-To jak mało wiedziałem na temat waginy – oznajmił Niall – Kiedy po raz pierwszy dostałaś okresu?
-Nie będziemy o tym rozmawiać – rzuciłam.

Do gabinetu weszła doktor Robbins. Była to niska szczupła blondynka z niebieskimi oczami. Cały czas się uśmiechała.

-Witam przyszłych rodziców, a w szczególności przyszłą mamę – powiedziała lekarka uśmiechając się szeroko – Jak się Pani czuję? – zapytała mnie.
-Bardzo dobrze – oznajmiłam.
-Dzieciaczki są grzeczne? – spytała lekarka.
-Chyba tak – powiedziałam.
-Zaraz zajrzymy i sprawdzimy co się u nich dzieje – oznajmiła lekarka.

Doktor Robbins podwinęła moją koszulkę i posmarowała brzuch zimnym płynem. Niall stał obok mnie trzymając za rękę. Za chwilę po raz drugi zobaczymy nasze maluszki. Gdy doktorka włączyła monitor i  powoli zaczęła jeździć głowicą po moim brzuchu. Na ekranie pokazały się moje maluszki. Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na Niall’a, który także miał na twarzy uśmiech.

-Dzieci są całe i zdrowe. To dwunasty tydzień. Zwykle za wcześnie, żeby określić płeć, ale u Waszych maluchów już mogę to odczytać – powiedziała lekarka – Chcecie wiedzieć?

Popatrzyłam na Niall’a, a on pokiwał głową. Ja też chciałam się tego dowiedzieć.

-Chcemy – oznajmiłam.
-To chłopczyk i dziewczynka
-Jeej – ucieszyłam się.
-Będziemy mieć po jednym bobasie – powiedział Niall i dał mi buziaka.
-Gratulacje – powiedziała lekarka.
-Dziękujemy – rzekł Niall.
-Nie ma za co – doktorka dała nam zdjęcie USG.
-Pani doktor – zaczęłam – Chcielibyśmy, aby prowadziła Pani naszą ciążę
-Zwykle nie prowadzę ciąży. Jestem chirurgiem prenatalnym. Doktor Lewis jest dobrą specjalistką – powiedziała Robbins.
To dla mnie bardzo ważne – oznajmiłam.
-No dobrze – zgodziła się lekarka – Poprowadzę ciążę
-Dziękujemy – powiedziałam.

Wstałam z fotela i włożyłam biały fartuch. Opuściliśmy z Niall’em gabinet. Byłam taka szczęśliwa, że będę miała córeczkę i synka. Przytuliłam Niall’a z całych sił.

-Jesteś szczęśliwy? – spytałam ukochanego.
-Nawet nie wiesz jak bardzo księżniczko – powiedział Niall – W końcu będziemy mieć Niall’a Juniora i Wendy Juniorkę



-Nie nazwiemy tak dzieci – oświadczyłam.
-Czemu nie? – zaśmiał się Niall.

Wróciliśmy na oddział chirurgii z bardzo dobrymi humorami. Z mojej twarzy przez cały dzień nie schodził uśmiech.


---------------------------------------------------------------
Przepraszam za błędy.
UWAGA !!!
Chciałabym Was jakoś zaangażować w to ff, więc podajcie w komentarzach albo na twiterze  Wasze ulubione imiona angielskie dla chłopca i dziewczynki. Najlepiej takie pasujące do Horan. Z pośród Waszych propozycji wybiorę takie, które spodobają mi się najbardziej i tak nazwę dzieci Nendy.
Dziękuję za wasze opinie pozostawione w komentarzach  #OneLoveNiallFF

Buziaki :* @Mrs_Hazza94

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 16

Rozdział 16

„Przypieczętujmy nasz los”


#Niall

Siedziałem w salonie oglądając mecz razem z Louis’em. Zacząłem niepokoić się o Wendy, bo już dawno powinna być w domu. Nie odbierała telefonu, a nie miałem numeru do Luka, więc nie mogłem do niego zadzwonić. Przestałem zwracać uwagę na mecz.

-Uspokój się Niall – powiedział Louis – Wendy zaraz wróci
-Mam złe przeczucia – oznajmiłem – Wezmę Shaggy’ego i pójdę jej poszukać
-Zamierzasz przeszukać cały Londyn? – spytał Lou.
-Jeśli będzie trzeba – powiedziałem
.
Wszedłem na górę, by zabrać z sypialni bluzę. Możliwe, że Louis miał racje i Wendy zaraz wróci, ale coś nie dawało mi spokoju. Założyłem na siebie bluzę, kiedy zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na ekran mając nadzieję, że to Wendy, ale dzwonił Parker. Zdziwiło mnie to, bo nigdy do mnie nie dzwonił.

-Halo – powiedziałem, gdy odebrałem telefon.
-Witaj Horan. Tu doktor Parker. Właśnie dostałem telefon z London Hospital, że Carter trafiła do nich po wypadku – oznajmił Parker.
-Co?! – spytałem z niedowierzaniem.
-Jedź natychmiast do London Hospital. Spotkamy się na miejscu – powiedział Parker.
-Już jadę – powiedziałem i zakończyłem połączenie.

Zbiegłem na dół i krzyknąłem do Louis’a:

-Lou zbieraj się! Jedziemy!
-Gdzie? – spytał Louis wstając szybko z kanapy.
-Wendy – powiedziałem.

Tomlinson nie zadał już ani jednego pytania. Szybko założył buty i wyszedł za mną z domu. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Cholernie się bałem, że Wendy coś się stało.

Dojechaliśmy do szpitala w dziesięć minut. Wbiegłem do kliniki tak szybko jak tylko potrafiłem. Lou biegł za mną. Zatrzymałem się przy recepcji, by dowiedzieć się, gdzie leży Wendy.

-Szukam Wendy Carter – powiedziałem – Przywieziono ją tu z wypadku

Czarnowłosa pielęgniarka spojrzała na mnie i zapytała:

-Pan jest z rodziny pacjentki?
-Jestem jej narzeczonym – oznajmiłem szybko.
Chciałem jak najszybciej dowiedzieć się co z Wendy.
-Wie Pan, że nie mogę udzielać informacji, jeżeli nie jest Pan członkiem rodziny – powiedziała pielęgniarka.
-Proszę niech mi Pani powie, gdzie ona jest – poprosiłem.
-Jest na oddziale neurochirurgii na piątym piętrze
-Dziękuję – krzyknąłem i pobiegłem w kierunku schodów, a Lou za mną.

Wbiegliśmy na wskazane przez pielęgniarkę piętro. Podszedłem do jednego z lekarzy stojących na korytarzu.

-Przepraszam – zacząłem – Szukam mojej narzeczonej Wendy Carter. Trafiła tu z wypadku
-Z tego co wiem zabrali ją na badania – oznajmił lekarz – Więcej nie mogę Panu powiedzieć
-Mogę się z nią zobaczyć? – spytałem.
-Niestety nie – powiedział lekarz.
-Powie mi Pan chociaż co z nią? – zapytałem.
-Niestety nic nie mogę powiedzieć. Prawnie jest Pan obcym człowiekiem



Po tych słowach lekarz od nas odszedł, a ja spojrzałem na Louis’a. Czułem się koszmarnie nie wiedząc co się dzieje z Wendy. Lou poklepał mnie po ramieniu. Te głupie szpitalne procedury. Gdyby Wendy trafiła do Medical Center już dawno siedziałbym przy niej, ale przywieźli ją tutaj, a ja nie mogłem nic zrobić. Miałem związane ręce.

Usiadłem na jednym z krzeseł stojących pod ścianą. Jedyne co mogłem teraz zrobić to czekać. Każda minuta wlokła się niczym godzina. Strasznie się niepokoiłem. Wendy mogła być bardzo ranna, a ja nic o tym nie wiedziałem. Co jeśli coś stało się dzieciom? Mogłem stracić rodzinę, a nikt nie chciał mi nic powiedzieć.

-Będzie dobrze Niall – odezwał się Louis.
-Mam taką nadzieję – powiedziałem.
-Wendy jest twarda. Na pewno nic poważnego jej nie będzie
-Masz rację, jest twarda – przytaknąłem.

Louis miał racje. Wendy była twarda. Nie raz trafiła do szpitala i zawsze wracała szybko do zdrowia. Teraz jednak była w ciąży, więc bałem się o nią potrójnie.

Po godzinie, a może dwóch z windy wysiadł doktor Parker. Byłem mu wdzięczny za to, że przyjechał tak późno do szpitala, by dowiedzieć się co z Wendy, chociaż wcale nie musiał tego robić. Podszedł do nas i spytał:

-Horan wiesz już coś?
-Nie, nie chcą mi nic powiedzieć – oznajmiłem.
-Zaraz to załatwię  - powiedział Parker, którego najwyraźniej zdenerwowała ta informacja.
-Ty! – zwrócił się Parker do lekarza, który właśnie wyszedł z sali i z którym rozmawiałem wcześniej – Gdzie jest Wendy Carter?
-Wciąż robimy badania. Więcej nie mogę Panu powiedzieć – oznajmił lekarz.
-To teraz Ci się przedstawię – powiedział Parker – Jestem doktor Parker z Medical Center Hospital i jeśli natychmiast nie poinformujesz nas o stanie zdrowia Carter to porozmawiam z twoim przełożonym

Lekarz, który zajmował się Wendy był rezydentem, więc w hierarchii szpitalnej był niżej niż Parker.

-Trafiła do nas z wypadku. Wjechał w nią jakiś mężczyzna. Jej stan jest stabilny, ale ma lekkie wstrząśnięcie mózgu
-A co z dziećmi? – zapytałem.
-Są bezpieczne – oznajmił lekarz.
-Chcę ją zobaczyć – rzuciłem.
-Idź do niej Horan, a ja załatwię jej przeniesienie do Medical Center – powiedział Parker – Lepiej jej będzie w naszym szpitalu
-Dziękuję doktorze Parker – powiedziałem po czym poszedłem za lekarzem do sali, w której była Wendy.

Kiedy wszedłem do pomieszczenia moja księżniczka spojrzała w stronę drzwi. Usiadłem na krześle obok jej łóżka i złapałem ją za rękę. Wyglądała całkiem dobrze. Na czole miała małe rozcięcie.

-Jak się czujesz kochanie? – spytałem.
-Boli mnie głowa – powiedziała Wendy.
-Lekarz powiedział, że masz lekkie wstrząśnienie mózgu, więc to normalne. Masz zaniki pamięci? – zapytałem.
-Nie, pamiętam wszystko – oznajmiła Wendy.
-Na pewno? – drążyłem.
-Tak
-Cholernie mnie wystraszyłaś skarbie – oznajmiłem.
-Wszystko przez tego kretyna, który we mnie wjechał – powiedziała Wendy.
-Już nigdy więcej nie puszczę Cię nigdzie samej. Nie pozwolę, by stała Ci się krzywda – oznajmiłem.
-W porządku – zgodziła się Wendy.
-Jakby coś Wam się stało to zabiłbym tego, który w Ciebie wjechał – stwierdziłem.
-Ale jesteśmy cali, a ty nie musisz nikogo zabijać – powiedziała Wendy.
Do sali przyszła pielęgniarka, by podać Wendy leki. Gdy tylko wyszła moja księżniczka przesunęła się na łóżku.
-Chodź do mnie – powiedziała.

Położyłem się obok niej i cmoknąłem w głowę. Wendy się do mnie przytuliła.

-Nie chcieli mnie do Ciebie wpuścić ani udzielić mi żadnych informacji, bo nie jestem członkiem twojej rodziny. Uznali, że jestem obcym człowiekiem – powiedziałem.
Wendy podniosła głowę do góry i spojrzała prosto w moje oczy.
-Nie jesteś obcy Niall
-Prawie jestem obcy – stwierdziłem.
-A więc musimy to zmienić – oznajmiła Wendy – Weźmy ślub
-Jesteś pewna? – spytałem.
-Tak. Kocham Cię i chcę za Ciebie wyjść. Tylko musimy to zrobić jak najszybciej, bo niedługo się roztyje – powiedziała Wendy.
-Kocham Cię Wen
-Ja Ciebie też. Powiem Jenny żeby zajęła się razem ze swoją mamą organizacją ślubu i wesela. Chcę skromny ślub – oznajmiła Wendy.
-Myślałem, że będziesz chciała wystawny ślub z dużą ilością gości – stwierdziłem.
-Najważniejsze jest to, że będziemy tam razem, a reszta się nie liczy
-Właśnie dlatego Cię kocham – powiedziałem i pocałowałem ją.


#Wendy

Następnego dnia po moim nieszczęsnym wypadku przewieziono mnie do Medical Center. Chciałam wrócić do domu, ale Niall uparł się razem z Parkerem, że muszę pobyć przez kilka dni pod stałą opieką lekarską. W moim mózgu mógł wytworzyć się krwiak, więc woleli mieć mnie na oku.

Gdy Jenny przyszła do sali, w której leżałam rzuciła mi na łóżko stos magazynów ślubnych. Dałam jej zielone światło na organizację ślubu zaledwie pięć godzin temu, a ona już biegała jak szalona, by wszystko załatwić.

-Przejrzyj te magazyny i zastanów się o jakiej sukni marzysz – powiedziała Jenny.
-Dobrze – zgodziłam się.
-Mama zawiesiła organizację innych przyjęć, by zająć się tobą
-Podziękuj jej – poprosiłam.
-Jesteś dla niej jak druga córka – oznajmiła Jenny, a ja się uśmiechnęłam – Za dwa dni jedziemy do salonu po suknie ślubną. Musisz też wybrać druhny
-Okay – powiedziałam.
-Wybierz trzy – dodała Jenny – Teraz idę na operację. Jak wrócę powiesz mi co postanowiłaś



Jenny wyszła, a ja wzięłam do ręki jeden z magazynów. Na każdej stronie czasopisma znajdowało się zdjęcie kobiety w sukni ślubnej, propozycja uczesania włosów i bukiety z kwiatami. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak chcę wyglądać na własnym ślubie. Szczerze mówiąc to nigdy nie sądziłam, że wezmę ślub. Wszystkie suknie były piękne, ale żadna nie przyciągnęła szczególnie mojej uwagi. Po trzech godzinach nieustannego przeglądania magazynów miałam już dość patrzenia na suknie. Położyłam stertę gazet pod łóżkiem i włączyłam telewizor, by obejrzeć swój ulubiony serial.


***


#Niall

Zabrałem Wendy ze szpitala do domu. Nie było sensu, by dłużej leżała w szpitalu, a skoro ja i Lou jesteśmy lekarzami, to będziemy mieć ją na oku. Poza tym miała urodziny i nie chciałem, by spędziła je leżąc w szpitalnym łóżku. Razem z Louis’em i Harry’m naszykowałem dla niej małą niespodziankę. Otworzyłem drzwi od domu i wszedłem z Wendy do środka.


#Wendy

Gdy weszłam do domu zobaczyłam, że jest w nim pełno różnokolorowych balonów. Były dosłownie wszędzie.

-Niall co to ma być? – zapytałam.
-Jak to co? – zapytał retorycznie chłopak – Dziś są twoje urodziny
-Kompletnie o tym zapomniałam – oznajmiłam.
-Ale ja nie – powiedział Niall.

Przytuliłam go z całej siły. Robił dla mnie tak wiele wspaniałych rzeczy. Kochałam go bardzo bardzo mocno i cieszyłam się, że już niedługo zostaniemy małżeństwem.

-Dziękuję kochanie – powiedziałam i cmoknęłam Niall’a w usta.
-To jeszcze nie wszystko – oznajmił Niall – Odwróć się

Spojrzałam w tył i zobaczyłam moją babcie i tatę. Puściłam Niall’a i podeszłam do rodziny, by się z mini przywitać.

-Wszystkiego najlepszego wnusiu – powiedziała babcia, gdy ją przytuliłam.
-Dziękuję babciu – oznajmiłam cały czas szeroko się uśmiechając.
-Spełnienia marzeń córeczko
-Dziękuję tato

Usiedliśmy w salonie. Stolik stojący przed kanapą uginał się od babeczek, ciastek, cukierków i soków. Zdziwiłam się, że zmieściło się na nim, aż tyle jedzenia. Złapałam za jedną z czekoladowych babeczek z kremem i zaczęłam ją jeść.

-Niall zadzwonił do nas dwa dni temu i zaprosił na twoje urodziny – poinformował mnie tata.
-Fajnie, że przyjechaliście – powiedziałam.
-Wendy mogę Cię na chwilkę prosić? – zapytał z kuchni Niall, który poszedł zrobić herbatę.

Wstałam z kanapy i poszłam do kuchni. Niall wlewał do filiżanek wrzącą wodę z czajnika.

-Nie umiesz zrobić sam herbaty? – spytałam.
-Nie o to chodzi – powiedział przyciszonym głosem Niall. Nie chciał, by tata z babcią nas usłyszeli – Nie uważasz, że to odpowiednia chwila, by powiedzieć im o tym, że spodziewamy się dzieci?
-Sama nie wiem – oznajmiłam.
-Wendy musisz im powiedzieć – stwierdził Niall – Chcesz czekać, aż do porodu?
-Okay. Powiem im, ale masz być przy mnie, gdy będę to robiła – powiedziałam.
-W końcu to ja zamontowałem dzieci – uśmiechnął się Niall.

Wzięłam z blatu kuchennego tacę z filiżankami i podreptałam do salonu, a Niall poszedł za mną. Nie wiedziałam w jaki sposób mam poinformować rodzinę o ciąży. Nie byłam pewna co do ich reakcji. Moje dłonie zaczęły się pocić ze zdenerwowania. Wyginałam palce w różne strony i strzelałam z knykci. Zrobiłam głęboki wdech po czym powiedziałam do babci i taty:

-Muszę Wam powiedzieć coś bardzo ważnego – spojrzeli na mnie z zaciekawieniem – Jestem w ciąży i będziemy mieć z Niall’em bliźniaki

Na tę wiadomość babcia się rozpłakała, a na twarzy taty pojawił się uśmiech.

-To wspaniale – oznajmiła babcia i wstała, by mnie przytulić – Będę miała prawnuki
-Nie płacz babciu – powiedziałam.

Babcia machnęła na mnie ręką i przytuliła Niall’a, a ja uścisnęłam tatę.

-Gratuluję córeczko
-Dzięki tato

Po policzku ojca spłynęła łza, którą otarł palcami. Widać wzruszyła go informacja, że zostanie dziadkiem.

-Mamy też zamiar się pobrać w najbliższym czasie – dodałam.
-Dopiero co byłaś naszą małą dziewczynką, a teraz będziesz miała własną rodzinę – powiedziała babcia.
-Chcę zapłacić za wesele – oznajmił tata – Moja córeczka musi mieć wymarzony ślub
-To super – ucieszyłam się.
-Dziękujemy Panu bardzo – powiedział Niall.
-Nie musisz mówić do mnie ‘Pan’ – stwierdził ojciec – Mów do mnie tato albo Mark
-Dobrze Mark – powiedział Niall.
-Teraz będziemy rodziną i staniesz się moim synem – oznajmił tata.
-Witamy w naszej dysfunkcjonalnej rodzinie – powiedziałam do ukochanego.
-Każda rodzina jest na swój sposób dziwna Wendy – stwierdziła babcia.

Po południu dołączyli do nas Jenny z Harry’m oraz Louis z Gemmą. Harry przywiózł z cukierni tęczowy tort, który był bardzo pyszny. Wszyscy domagali się dokładki.

-Wendy, Niall – powiedziała Jenny – Moja mama zarezerwowała Wam dziś najlepszą salę weselną w mieście
-Na kiedy? – spytałam.
-Za miesiąc – oznajmiła przyjaciółka – Wiem, że to mało czasu na zorganizowanie całej reszty, ale na pewno wszystko się uda
-To dobrze, że tak szybko – powiedziałam – Nie będę musiała iść do ołtarza w sukni z salonu „Ślub w ostatniej chwili”


-Nie ty pierwsza idziesz do ślubu w ciąży – stwierdziła babcia.
-I nie ostatnia – dodała Jenny.

Zauważyłam, że Louis z Gemmą wymieniają spojrzenia. Wydawało mi się to dziwne i trochę podejrzane.

-Nie planowaliście ciąży? – zapytała babcia mnie i Niall’a.
-Chcieliśmy mieć dziecko, ale nie koniecznie teraz – oznajmiłam.
-Teraz wy młodzi chcecie wszystko zaplanować, ale nieplanowane dziecko kocha się tak samo jak planowane – powiedziała babcia.

Położyłam głowę na ramieniu Niall’a. babcia miała całkowitą rację. Nie było istotne to, że czy dzieci były planowane czy nie. Bez względu na wszystko będę je kochała z całych swoich sił.


---------------------------------------------------------------
Przepraszam za błędy.
Dziękuję za Wasze opinie pozostawione w komentarzach  #OneLoveNiallFF

Buziaki :* @Mrs_Hazza94